Tak swoją drogą... jestem ciekawa, czy to producent taki pomysłowy, żeby kombinować, zamiast zrobić po prostu mleczny krem i dodać ciasteczka korzenne, czy to już tłumacz usiłujący zabłysnąć awangardowym intelektem.
Scholetta Winter Schokolade a'la Spekulatius to "mleczna czekolada zawierająca 30 % kakao nadziewana kremem mleczno-śmietankowym (32%) o smaku ciasteczek korzennych z kawałkami maślanych herbatników (3,7%)" (ciastek korzennych?), stylizowana na ciastka Spekulatius.
Lśniąca tabliczka sprawiała wrażenie twardawej, ale i tłustej.
W ustach aż tak strasznie tłusta nie była, acz tłustości całkiem odmówić jej nie można. Była ona jednak niemal śmietankowa, bardzo gęsta i kremowa. Sprawiała wrażenie niegładkiej.
Nadzienie było tłustsze, ale w rzadszy sposób, jak śmietanka z olejem - nie podobało mi się to, ale nie było strasznie złe (oleistość nie była taka znowu mocna). Dość silnie zaznaczyła się w nim proszkowość, dodatkowo nakręcona wyraźnie wyczuwalnymi "trzeszczącymi" drobinkami przypraw.
Zatopiono w nim mnóstwo małych i twardo-chrupiących kawałków ciastek. Ku mojemu rozczarowaniu, nie chciały się rozpływać.
Wraz z nadzieniem rosła korzenność, słodycz i mleko. Najpierw w tej kolejności. Korzenność wyraźnie przypiekła ostrawym cynamonem, słodycz zadrapała w gardle cukrem, a wyraziste mleko... mleko zmieniło się w słodką śmietankę. Za sprawą odrobinki chłodku anyżu przywiodła na myśl lody na bazie śmietanki właśnie, ale... posłodzone wanilią. W tle niestety mignęła też jakaś tłuszczowość... może maślaność.
Cukier i przyprawy starały się ją stłamsić. Nie wszystkie przyprawy udało mi się nazwać, ale nie był to tylko cynamon. Czyżby też goździki? Korzenna goryczka niestety słodyczy nie przełamała.
W posmaku została silna, niemal pikantna korzenność, zalatująca już trochę sztucznością, oraz przesłodzenie. Było cukrowo-waniliowe i wkomponowane w śmietankowo-mleczno-tłuszczową toń. W tle pobrzmiewała też mleczna, uroczo orzechowa czekolada. Niestety na ustach czułam oleistość.
Tabliczka wyszła więc... smacznie. Sama czekolada zaskakująco dobra - przypominała Lindta, ale była bardziej orzechowa niż kakaowa. Oprócz tego bardzo korzenna, śmietankowa i rzeczywiście jak z ciastkami korzennymi (choć w końcu trudno określić, jakie były w istocie). Przypraw bowiem ogółem nie pożałowano. Ciastka... hm, były okropnie kartonowo-tłuszczowe, ale właśnie jak takie kiepskie korzenne (+charakterystyczna twardość). Nie wiem w końcu, jakie były. Czuję, że dodanie przypraw nie tylko do nich to celowy zabieg - i to bardzo udany! Szkoda jednak, że tabliczka wyszła ogólnie zbyt oleiście i... no jednak pieruńsko słodko. Struktura jednak nie była zła. To, że nie była gładka, minimalizowało poczucie tłustości, a i wynikało z przypraw (i miazgi orzechowej?).
Przy jej cenie jednak można na to oko przymknąć. Z Lindtem Crunchy X-Mas Cherry wygrywa na pewno. Zaprezentowała też wyższą jakość niż lidlowe Czekolaterie.
ocena: 8/10
kupiłam: Aldi
cena: 2,79 zł
kaloryczność: 541 kcal / 100 g
czy kupię znów: może kiedyś?
Skład: cukier, mleko pełne w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz palmowy, miazga kakaowa, słodka serwatka w proszku, mąka pszenna, śmietanka w proszku, masło (0,6%), laktoza, lecytyna sojowa, przyprawy (0,2%), aromaty naturalne, miazga z orzechów laskowych, skrobia pszenna, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu w proszku, ekstrakt wanilii, sól, substancje spulchniające (węglany amonu, węglany sodu)
Skład: cukier, mleko pełne w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz palmowy, miazga kakaowa, słodka serwatka w proszku, mąka pszenna, śmietanka w proszku, masło (0,6%), laktoza, lecytyna sojowa, przyprawy (0,2%), aromaty naturalne, miazga z orzechów laskowych, skrobia pszenna, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu w proszku, ekstrakt wanilii, sól, substancje spulchniające (węglany amonu, węglany sodu)
Nie spodziewałam się że będzie lepsza od lindt :o lubie jak czekolada ma orzechowy posmak i jest słodziutka :) ale pewnie to była tylko limitka na święta? :(
OdpowiedzUsuńTylko pamiętaj, że pisałam o konkretnym Lindtcie, tym z ciastkami korzennymi i wiśniami.
UsuńTak, limitka, ale ostatnio pojawiło się mnóstwo innych limitowanych smaków. Nie wiem jednak jak wyszły, bo na razie zjadłam te zimowe i od razu ostrzegam, że dwie dobre, dwie nie.
Ja też kupuję słodycze terapeutycznie. Mimo iż potem mam doła, bo powiększyłam listę o milion produktów, podczas zakupów czuję się jak na haju. Według mnie ciastka z nadzienia nie muszą się rozpuszczać, choć fajnie by było. Natomiast mdły smak jest niedopuszczalny, a to wcale nie rzadkość. Producenci zakładają, że nikt nie będzie dłubał. Zresztą jesteśmy wyjątkami, więc zasadniczo się nie mylą. Czekolada wydaje mi się na tyle ciekawa w mój sposób, że mogłabym jej spróbować.
OdpowiedzUsuńWiesz, terapeutycznie w sumie to tak często nie kupuję, ale mimo wydłużającej się listy, skoro działa, to dobry sposób.
UsuńO taak, z tym rozkładaniem na elementy! Mama zawsze mi przypomina, że dla niej ma smakować, nie musi zagłębiać się w szczegóły, czasem mówi nawet, że woli sobie tym samym życia nie utrudniać, ale właśnie to uwielbiam.
Myślę, że mogłaby Ci smakować.