piątek, 11 grudnia 2015

Michel Cluizel Mokaya 66 % ciemna z Meksyku (neapolitanka)

Po rewelacyjnej czekoladzie Michel Cluizel Mangaro z Madagaskaru, przyszedł czas na neapolitankę, czyli miniaturową wersję, czekolady, która wydała mi się już znacznie mniej ciekawa. Wyrażenie "mniej ciekawa" warto podkreślić, bo żadnej plantacyjnej czekolady nie uważam za nieciekawą, ale wiecie, czasami trzeba ustalić priorytety i pamiętać, że nie można mieć wszystkiego. Chociaż... dzięki uprzejmości Pana Piotra z Sekretów Czekolady można spróbować naprawdę wiele!
Kakao z różnych miejsc na świecie, z różnych plantacji, różni się naprawdę diametralnie, o czym ostatnio przekonuję się coraz bardziej. Biorąc kolejną tabliczkę do ręki naprawdę nie wiem, na co trafię, one potrafią tak zaskakiwać!
Czym zaskoczy mnie meksykańskie kakao? Nie miałam pojęcia, bo stamtąd jeszcze żadnej czekolady nie próbowałam.

Michel Cluizel Plantation Mokaya 66 % to czekolada ciemna z zawartością 66 % kakao z meksykańskich ziaren z plantacji Mokaya, wyprodukowana we Francji. Ja otrzymałam ją w wersji 5-gramowej neapolitanki.

Po otwarciu sreberka, zobaczyłam prawie czarną czekoladę i poczułam zapach... równie czarny, można rzecz. Pierwsze skojarzenia przywiodły bowiem pieprz, anyż lub lukrecję i suszone czarne porzeczki. Wszystko to na tle typowego dla czekolady zapachu, ale szczerze mówiąc, nie spodziewałam się aż tak jednoznacznych nut.

Przy przełamaniu tego maleństwa usłyszałam konkretny dźwięk.
Włożyłam kawałek do ust i... kawa z pianką! A konkretniej to sama pianka, jaka robi się w kawie rozpuszczalnej creme, a nie np. spienione mleko. To było pierwsze skojarzenie, które mnie nieźle zaskoczyło. Ta jednoznaczność tego smaku była zdumiewająca, ale to co zaczęło się dziać po chwili, było jeszcze dziwniejsze.
Błotniście wilgotna konsystencja była jakby połączeniem bardzo mlecznej tabliczki ze zdystansowaną ciemną o lekko surowym charakterze.
Wyłoniła się odrobina dymu, powoli przechodząca w ciężko kardamonową nutę, by po chwili złączyć się z posmakiem pieprzu, który przybył nie wiadomo skąd.

O słodyczy można mówić dopiero po dłuższym czasie, bowiem wtedy zaczyna rozlewać się słodka gorycz. Cierpkość na moment zniknęła, żeby słodycz skojarzyła mi się z... budyniem czekoladowym lub kremem z tortu czekoladowego (nie lubię tortów, ani ciast z kremem, ale to było po prostu... ciekawe). Wtedy, ta sama słodka, trochę waniliowa, nuta zmieniła się nagle w coś nieco owocowego, ale bliżej nieokreślonego. Suszone, ale soczyste śliwki, słodycz suszonych fig... Basia pisała tu o daktylach - ja sama trochę się pogubiłam co właściwie czuję i daktyle to przyszły mi na myśl dopiero jakąś godzinę po degustacji, jak wróciłam do recenzji Basi.
Potem przyszła mi na myśl także suszona żurawina i myślę, że to trafne skojarzenie, którego wcześniej nie umiałam nazwać. Przy tych owocach cały czas utrzymuje się kardamon i pieprzna nuta.

Całość, co najlepiej wyczułam przy drugiej połowie neapolitanki, jest jakby zwieńczona lukrecją, co przywołuje na myśl gorzkiego lukrecjowo-anyżowego Zottera Liquorice de luxe.

Ta czekolada jest w zasadzie prosta: nuty kawowe, lukrecjowo-kardamonowe ze szczyptą pieprzu i suszonymi owocami, jednak właśnie ta prostota i wyrazistość smaków przypraw i dodatków, których w końcu tu nie ma, a pochodzą prosto z kakao kupiła mnie totalnie. Nie jest to mdła słodka tabliczka... właściwie, mimo sporej ilości cukru, jest ona mało słodka, trafniejsze jest tu określenie "słodkawa".
Meksykańskie kakao mnie zaciekawiło, wydaje się równie intrygujące co te z Madagaskaru, ale zupełnie inne.


 ocena: 10/10
kupiłam: prezent od Sekretów Czekolady
cena: -
kaloryczność: 573 kcal / 100 g
czy kupię znów: pełnowymiarową tabliczkę tak

Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia

27 komentarzy:

  1. charlottemadness11 grudnia 2015 06:02

    Po degustacji miniaturek wcale nie dziwię się,że czujesz niedosyt :P
    Tak świetna kompozycja smaków i kunszt,ze nie sposób się jej oprzeć.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez chcialabym poprobowac kakaa z roznych stron swiata, chociaz boje sie, ze mam za malo wyrafinowane kubki smakowe I nie poczuje roznicy xdd. Nie no, zartuje, tak naprawde, to ja rzadko czekolade jem powoli, ja ją pochłaniam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto spróbować zwolnić, np. z jakąś kompozycją Zottera na początek? :D

      Usuń
    2. No właśnie chce,bardzo,ale musze poczekać aż dostanę ją gdzies stacjonarnie,albo bede miała kasę ;)

      Usuń
  3. mmmm kurde chyba ta tez zamowie.. jeju jak ty te czekolady opisujesz.. naprawde az czlowiekowi zal ze nie ma takiej przed soba i nie moze jesc czytajac!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, naprawdę warto ją zamówić!

      Usuń
  4. I bezpieczna ilość kakao i porównanie do budyniu, kawy i owoców. Mhhhm. No tą czekoladą mnie zaciekawiłaś. Może jak uporam się z połową produktów, które mam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że by Ci posmakowała. Ja nie wiem, jak Ty to robisz, że zachowujesz w miarę zdrowy rozsądek z wyjadaniem słodyczy - ja zamawianiu niektórych nie umiem się oprzeć. :P

      Usuń
  5. Ta czekolada faktycznie jest czarna :0 Szczególnie na tym pierwszym zdjęciu i opis pasuje do wyglądu.. Ale najbardziej to mi się podobają te wyryte napisy, taka kaligrafia na czekoladzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu piękno zamknięte w malutkiej kosteczce. :)

      Usuń
  6. Na pewno będę musiała powrócić do wersji pełnowymiarowej. Ależ mnie korci, aby napisać coś o kraju pochodzenia ziaren, ale ciii... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co napisać? Ej, no teraz to rozbudziłaś moją ciekawość! :P "A wiesz co? Albo nie, nie powiem" - okrutne sformułowanie, haha.

      Usuń
    2. Dobra, już chyba mogę napisać, bo bilety kupione :>. Już niedługo poznam prawdziwe smaki ojczyzny Mokayi :D.

      Usuń
    3. Wiesz Ty co! W tym momencie wytrzeszczyłam się do monitora z zazdrości... No cóż, pozostaje mi mieć nadzieję, że w jakiejś przyszłości nie tylko z czekoladami uda mi się Cię gonić, ale i z podróżami. ;D

      Usuń
    4. Z czekoladami już mnie przegniasz, o jesz je częściej niż ja ;). Za to ja nieustannie zazdroszczę Ci USA!

      Usuń
    5. Mamy mały syndrom "dobrze, gdzie nas nie ma". :P
      USA nie ma co zazdrościć... no może poza Alaską, bo ona jest niezwykła.

      O tak, jedyne co mnie ratuje to ilość przejadanych czekolad. :D

      Usuń
    6. Pisanie komentarzy z telefonu z rana noe za bardzo mi wychodzi :P

      Jest mnóstwo miejsc w USA, które chcialabym odwiedzić!

      Usuń
    7. W sumie ja mogę to powiedzieć o każdym kraju na świecie. ;)

      Usuń
    8. Ja nie o tych, gdzie nie ma gór ;)

      Usuń
    9. Ja znajdę i takie, w których gór nie ma. :P Aczkolwiek to prawda, że te górzyste mają pierwszeństwo w zainteresowaniu nimi.

      Usuń
  7. Ja z Meksyku to najbardziej wielbię chi. Nie wiem, czy jakakolwiek czekolada jest w stanie przebić takiego małego słodkiego chi. Musiałabym spróbować i orzec. Ale nie tej, bo jakakolwiek forma i ilość lukrecji do dla mnie oblech. Nad kardamonem zaś musiałabym się zastanowić, bo brzmi podejrzanie. Chyba nigdy tak osobno go nie jadłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup i nagraj jak próbujesz sam kardamon, tak na przykład łyżeczką. :P

      Usuń
    2. Okej, ale najpierw Ty koszyk truskawek :D

      Usuń
    3. Ok, tylko wiesz... ja uwielbiam surowe truskawki. :D

      Usuń
  8. Ciekawe czy jakbyśmy też wyczuły tutaj kawowe nuty choć w składzie jej nie ma to czy wpłynęłoby to negatywnie na nasz odbiór czekolady ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mimo wszystko nie, bo słodycze z kawą, a kawowa nuta w czekoladzie to jednak ogromna różnica. :D

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)