poniedziałek, 7 grudnia 2015

Valrhona noir Manjari 64 % Orange ciemna z pomarańczą

Do głowy nie przychodzi mi nic specjalnie twórczego, co mogłabym napisać we wstępie. Valrhoną jestem nieco rozczarowana, ale usprawiedliwiam tę markę tym, że może po prostu trafiłam na gorsze tabliczki (mleczne albo z dodatkami). Guanaja 70 % w końcu mi smakowała, więc nie skreślam tych czekolad zupełnie. Po prostu wydaje mi się, że jak już któreś kupować, to te ciemne, ale dzisiaj jeszcze o tabliczce, do której podchodzę bardzo sceptycznie, otrzymanej w prezencie od Sekretów Czekolady razem z Caraibe 66 % Hazelnuts
Do skórki pomarańczowej długo byłam nastawiona negatywnie, potem jednak się przekonałam i np. w czekoladach potrafi mi zasmakować. A "cząstki o smaku pomarańczy"? To już w ogóle nie brzmi zachęcająco.

Valrhona noir Manjari 64 % Orange, czyli czekolada ciemna z kawałkami o smaku pomarańczy to tabliczka wytworzona z kakao z Madagaskaru, której całe 12 % to właśnie te kawałki, w których z kolei puree z pomarańczy to jedynie 35 %. Jeśli dobrze liczę, to w całej tabliczce jest tylko 4,2% pomarańczy... a ja się tu najpierw na skórkę nastawiłam. Dobrze przynajmniej, że producent nie kłamie, tylko pisze wprost.

Po otwarciu tekturki i sreberka poczułam bardzo intensywny, ale w pełni naturalny (!) kakaowo-cytrusowy zapach. Wydawało mi się, że nuta pomarańczy płynie tu bezpośrednio z samego kakao, a jako że do zapachu przywiązuję ogromną wagę, zaintrygowało mnie to.

Łamiąc ciemną, błyszczącą tabliczkę mogłam rozkoszować się miłym i głośnym trzaskaniem, a także nasilającym się aromatem. Wciąż przyjemnym.

Umieściłam pierwszy kawałek w ustach i pozwoliłam mu... rozprowadzić po ustach silną cierpkość. Szczerze nie liczyłam na taką "ciężką" gorzkość przy zaledwie 64 % kakao, ale otrzymałam ją. Następnie, zaczął rozchodzić się niemalże przenikliwy kwasek, który był niewiarygodnie soczysty i orzeźwiający. Zrobiło się bardzo cytrusowo, a ja zaczęłam wyłapywać owocowe cząstki. Przypominały cukrowe galaretki, ale jedynie w konsystencji. W smaku były to również galaretki, ale nie sztuczne słodko-obleśne, a świeżo owocowe, jakby z sokiem. Przy rozgryzieniu drugiej z kolei dotarło do mnie także to, że jednak są słodkie, ale nie jakoś specjalnie muląco. Przypominają raczej świeżą pomarańczę niż skórkę.
Przyznam, że nawet mi smakowały (mi! przeciwniczce galaretek!).

Nie wydaje mi się, by tych kawałków było strasznie dużo, raczej w znośnej ilości, ale bardzo ingerują w smak czekolady. Mimo to, idzie wyłapać jej lekką szorstkość, zwłaszcza na początku, przy tej cierpkości. 
Przebija się w niej kwasek czerwonych owoców i cytrusów. Czerwone porzeczki, grejpfruty i pomarańcze - świetnie komponujące się trio. W końcu to on zaczyna dominować, a gorzkość znika. Na jej miejsce wchodzi słodycz, chociaż nie ma w niej nic przesadnego. Niestety, nie mogę pozbyć się wrażenia, że umknęło mi coś z samej czekolady.

Kawałki "pomarańczy" chyba jeszcze bardziej wydobyły z soczyście owocowej czekolady ten cytrusowy, orzeźwiający motyw. Wydaje mi się jednak, że sporo słodyczy uładziło tu wiele nut smakowych, które można by wychwycić w samej czekoladzie, gdyby np. miała w sobie nieco więcej kakao. Tak było słodko i barrdzo świeżo-soczyście. Myślałam, że będzie to słodko-gorzka pomarańczowa tabliczka pasująca do jesiennej pory, a tu coś orzeźwiającego, co przyjemnie dodałoby energii także latem.

Ogólnie powiem tak: może nie kupiłabym tej czekolady, ale gdyby już to się stało, nie byłoby mi szkoda ani złotówki. O wiele lepsza od Lindt'a, który przy niej wydaje się strasznie... płaski i przesłodzony.
Odejmuję jednak cały punkt za skład, bo w tej cenie mogło być lepiej.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam od sklepu Sekrety Czekolady
cena: około 20 zł (ja nie płaciłam)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier, kawałki pomarańczy 12 % (cukier, puree z pomarańczy 35 %, jabłka, włókna ananasów, zagęszczacze: E401, E341ii, regulator kwasowości: E330, naturalny aromat pomarańczowy), tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny ekstrakt z wanilii

19 komentarzy:

  1. charlottemadness7 grudnia 2015 05:49

    Chętnie bym jej skosztowała, tym bardziej,że sugerujesz,że lepsza od pomarańczowego Lindta ;>.
    Za skład powinni dostać bata.Taki skład za tyle kasy pozostawia wiele do życzenia.. 12 max 14 zł byłabym skłonna zapłacić z takimi "dodatkami".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena wymyślona przez Ciebie byłaby idealna, wtedy może bym ją jeszcze kupiła, bo to jednak zupełnie inny (lepszy) smak niż Lindt.

      Usuń
  2. Little Big Chocolate7 grudnia 2015 07:51

    Ja osobiście wolę czystą wersję tej czekolady, gdzie czuć niepowtarzalny smak kakao z Madagaskaru. Uwielbiam ją też używać do gotowania i pieczenia. Zgadzam się, że skład jest do kitu, ale wynika to z czegoś innego. Ta marka jest warta uwagi ze względu na czekolady bez dodatków, a przy okazji nadmienię, że czekolady Valrhony doceniają mistrzowie kulinarni na całym świecie, więc nie skreślaj jej, tylko wróć do wybranych produktów za jakiś czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej napisałam to samo we wstępie. :P
      Kiedyś mam zamiar wypróbować jeszcze jakieś czyste tabliczki, bo właśnie w nich jakiś potencjał widzę.

      Usuń
  3. Spróbować bym spróbowała,ale ochów i achów by nie było bo pomarańcza w czekoladzie to nie jest to co tak bardzo lubię. Lubię,ale tak sobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słaby skład,chyba nie warta ceny :p co nie zmienia faktu,ze mnie ciekawi,jak wszystkie ,,niecodzienne,, czekolady ,o których wczensiej nie słyszałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Parę złotych taniej i byłoby cudnie. Ewentualnie (wolę tę opcję) mogliby skład poprawić.

      Usuń
  5. Cena naprawdę wysoka, ciekawa jestem czy smakowałaby mi na tyle ta czekolada, by tyle na nią wydać :)
    blog Przygody-Mileny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Znów pomarańcza w czekoladzie? Oj przepraszamy słowo "pomarańcza" to zbyt dużo powiedziane ;P Mimo wszystko jednak za nią podziękujemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, ostatnie recenzje (a to pomarańcza, a to kawa) zdecydowanie nie są dla Was. ;P

      Usuń
  7. Czekam na Valrhonę, która wywołałaby super WOW. Na razie ta marka nie wydaje zasługiwać na te wszystkie ochy i achy, które widziałam w rankingach czekolad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że koneserzy doceniają ją na takiej zasadzie, jak przeciętny człowiek Lindt'a - smaczne i proste. Chociaż nie ukrywam, że pokładam jakieś tam nadzieje w kilku ciemnych czystych.

      Usuń
  8. W końcu mam w Magicznej Szufladzie dwie Valrhony, ale jeszcze trochę poczekają na swoją kolej. Już wiem, że aby cieszyć się tą marką muszę wybierać tabliczki czyste... Skład tych cząstek pomarańczowych jest godzien pożałowania przy tej marce i tej cenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie masz?
      O tyle, o ile Lindt'owi czasem potrafię wybaczyć skład, tak Valrhonie... nie przy cenie, po jakiej chodzi.

      Usuń
    2. Andoa 70% i Dulcey 32%. Na Dulcey jestem nieludzko napalona i mam nadzieję, że się nie zawiodę.

      Usuń
    3. Też się na nie napaliłam! I jeszcze na Albinao 85 %, ale na razie niestety nie jestem w stanie ich zamówić. :(
      Oby nie zawiodły.

      Usuń
  9. Czytając recenzję, miałam już odkrywczo i sprytnie pisać, że dzięki prawdziwej wytrawności kakao i jeszcze lepszym kawałkom pomarańczy wynagrodziła Ci rozczarowanie Lindtem, ale niestety sama napisałaś to w podsumowaniu :P Gdyby nie fakt, że Lindt - mimo wad - naprawdę mi smakował, dziś musiałabym napisać, że to tabliczka nie dla mnie. Teraz jednak wiem, że dla mnie :) Jakie to życie bywa zaskakujące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewątpliwa zaleta Lindt'a: lepszy czy gorszy, ale na ogół i tak smaczny.

      Też nie posądziłabym Cię o to, że to czekolada "dla Ciebie". :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)