środa, 19 października 2016

Domori Morogoro Tanzania 70 % ciemna z Tanzanii

Z ogromnym żalem sięgnęłam po ostatnią posiadaną plantacyjną Domori.

Na szczęście miałam jeszcze dwie neapolitanki (jeszcze nigdy tak dużo Domori na raz <3), które do degustacji niosłam niczym Gollum pierścień z tekstem "mój ssskarbie" z ogromnym podekscytowaniem.

W zasadzie nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać: czy będzie to godne ukoronowanie mojej degustacyjnej podróży po różnych zakątkach świata?


Domori Morogoro Tanzania 70 % to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao trinitario pochodzącego ze wschodniej części Tanzanii z regionu Morogoro z pobliża gór Uluguru.

Od razu po wyjęciu z folii ciemnej czekolady o fioletowo-granatowym przebłysku poczułam ciepły, mocno prażony zapach kojarzący mi się z rozgrzaną ziemią i zarumienionym waflem. Było w tym także coś alkoholowo-owocowego. Przez moment pomyślałam o winie, ale potem w głowę weszły mi raczej śliwki w alkoholu i czekoladzie. Taak, było bardzo czekoladowo, zdecydowanie i już dość dynamicznie.

Przy łamaniu czekolada wydała dźwięk niczym gałązka odłamywana od drzewa, a w ustach rozpuszczała się kremowo, ale opornie i leniwie. Z czasem zaczynała robić się wręcz lepiąca i smolista, czemu towarzyszyła ciężka wilgoć.

Początkowo czułam wykwintną gorzkość, z której ociągając się, wyłoniły się czarne porzeczki i słodkawa wyschnięta śliwka w alkoholu i czekoladzie. Gdzieś tu zawitało odległe skojarzenie z wiśniami, ich cierpkością, ale szybko zniknęło w jednostajnym, lecz głębokim (niczym tajemnicza studnia w ciemnych, nieznanym lesie) gorzko czekoladowym smaku. 

Właśnie wraz z tą gorzkością smak powoli zaczął przechodzić do lekkiej, ciepłej słodyczy. Mignęła tu pikanteria przypraw, przez moment pomyślałam o cynamonie, ale w końcu przybrała postać po prostu dymno-paloną. I tutaj słodycz nasiliła się, ukazując mleczny karmel-toffi, jednak wciąż o podpalanym charakterze. 

Zawisł nad nim kwasek, a oczami wyobraźni widziałam złoty, niemal żółty... karmel? Nie, toż to były jakieś żółte owoce, bliżej nieokreślone. Na pewno soczyste, dojrzałe głównie słodkie, ale z lekkim kwaskiem. (Czytając później recenzję Basi natrafiłam na "brzoskwinie i mango" i muszę przyznać, że to chyba trafne określenie.)

Miałam problem z nazwaniem tych nut, bo obok nich wciąż rozwijała się gorzkość. Wizja ciemnego lasu stawała się coraz realniejsza. Wszystko było jakieś mokre, zawilgocone. Zarówno studnia, jak i ziemia, ale... powoli zakrywał je dym, który wywołał poczucie pewnej suchości. Taki suchy, pylisty dym na mokrej ziemi...

Od tej ziemi znów nasilił się smak kawy, z jakimś... syropem alkoholowo-karmelowym? Nie wiem, coś i z syropu tutaj było. Nasilała się słodycz, która ten posmak potęgowała, ale niosła także coś nowego. Silna, ale nie straszliwie zasładzająca... jak... wodnista gruszka? Taka, która wciąż jest jeszcze dość twarda, ale leje się z niej sok. A może jednak coś mniej owocowego? Nalewka? Nie, nie. Ale coś z alkoholem... wino (winogrona?)?
Przydymiona kawa sprowadziła moje myśli na ziemię i to ona, wraz ze słodyczą, pozostała ze mną na naprawdę bardzo, bardzo długo. Godzinę po degustacji czułam jeszcze gorzkawy, kawowy motyw.

Wszystkie poboczne nuty były mocne, ale zarazem niezbyt jednoznaczne. Najpewniej mogę powiedzieć, że czułam śliwki w alkoholu, kawę, karmel i mnóstwo dymu i ziemi. To mocne, ciężkie nuty pasujące do zalepiającej konsystencji. Jednak mimo tej ciężkości, ta czekolada nie była strasznie gorzka, właściwie... sporo w niej słodyczy, tylko takiej subtelnej. Mimo nut owoców, wydała mi się raczej taka mrocznie alkoholowo-przydymiona i lesista niż owocowa. Świetnie trafiła w mój gust.

Z Pralusem Tanzanie 75 % (neapolitanką) wyraźną wspólną nutą był chyba tylko karmel. Dopóki nie spróbuję pełnowymiarowego Pralusa, nie jestem w stanie napisać nic więcej.
Zauważyłam jednak podobieństwo nut z Akesson's 75% Madagascar Trinitario Cocoa & "Wild" Voatsiperifery Pepper - wprawdzie Madagaskar jest dość blisko, ale tamta jednak jest z dodatkiem i... no, to dość dziwne, że nuty są takie podobne.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 16,15 zł (zniżka <3) za 50 g
kaloryczność: 549,5 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią

Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy

10 komentarzy:

  1. Trochę "zalotna" i skłonna do "flirtu" ta tabliczka.:>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takich nutach to ja nie wiem, czy na flircie się kończy. :D

      Usuń
  2. Kawowy motyw mi się podoba, ale trochę ta ziemistość i suchość z kolei działa na ,,nie" :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że zrozumiałaś, że "suchy dym" nie odnosiło się do konsystencji? :P

      Usuń
  3. Jak widać nie ma szans aby czekolady tej firmy mogły by się smakowo powtórzyć :-D każda uwodzi na swój sposób :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Wciąż nie mogę się temu nadziwić. :P

      Usuń
  4. Bardzo fajna, chyba jedyna czekolada z kakao z Tanzanii jaką miałem okazję poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że to taki mało popularny region. Chociaż, może dlatego ta wyjątkowość aż tak się rzuca w oczy (kubki smakowe?).

      PS Zrobiłam drugie podejście do tych lodów i będzie chyba ostatnim. Paskudy mi wyszły. :< Takie jakieś kryształkowate, a śmietana znów mi prawie masłem się stała. Przy tej cenie adwokata jednak bardziej opłaca mi się czyhać na promocje Haagenów i tygodnie tematyczne w Lidlu. :P

      Usuń
  5. Ta ekscytacja nas łączy, ale rodzaj czekolad, które ekscytację wywołują, z całą pewnością nie. Jestem ciekawa, jak to będzie z blondyną - tu może być jednomyślność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż dziwne, że czasami potrafimy się tak bardzo zgadzać, by w przypadku innej rzeczy... wiadomo.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)