poniedziałek, 7 listopada 2016

Pralus Perou Trinitario 75 % ciemna z Peru

W związku ze spróbowaniem Zottera High-End 96 % z Peru i czekającym Blanxartem stamtąd, postanowiłam, że kolejnym Pralusem, po którego sięgnę, będzie właśnie ten z Peru. 
Sama nie wiem po co, ale wspomnę, że kolor pasków na opakowaniu to jeden z dwóch istniejących kolorów, jaki powoduje u mnie niemal odruch wymiotny.

Pralus Perou Trinitario 75 % to ciemna czekolada z zawartością 75 % ziaren kakao trinitario pochodzącego z Peru. 
Zostały do niej wyselekcjonowane ziarna z terenów wyżynnych (bo Peru jest bardzo zróżnicowane pod względem rzeźby terenu, dzięki czemu rośnie tam wiele rodzajów kakao).

Po otwarciu opakowania, poczułam delikatny, ale smakowity zapach. Przeplatały się tu kwiatowe motywy, nieśmiało wskazujące na róże, z dymno-drzewnymi. Przez moment (po przełamaniu) pomyślałam także o jagodach lub jeżynach.

Przełamałam chłodnobrązową tabliczkę, co sprawiło mi mały kłopot, bo była bardzo twarda, i usłyszałam głośny trzask, kojarzący się z suchym drewnem, do którego zaczęła zakradać się wilgoć.
To, co zobaczyłam skojarzyło mi się z Manufakturą Czekolady Ghana 100 % - nie dość, że podobny odcień czekolady, to jeszcze ten piaszczysty przekrój.

Kiedy zrobiłam pierwszy kęs, poczułam silny akcent dymu, coś niemal zwęglonego i... takiego prosto z ogniska. Pomyślałam o kiełbasie, ale nie chodzi tu o smak (!) , tylko o konsystencję. To taka lekka soczystość, wilgotność, minimum tłustawości wytapiającej się z czegoś bardziej suchego. Wraz z tym, jak czekolada się rozpuszczała, robiła się coraz bardziej kremowo-soczysta.

Tutaj, wracając do dymu, szybko rozwinął się raczej gorzki smak. Z podpalanych nut wyłoniła się ziemia, która złagodziła to początkowo palone wrażenie. Potem już czekolada wydawała się średnio prażona, aczkolwiek smak dymu czułam od początku do końca. 
Przez moment zawisła niepewna cierpkość, jakby trochę jeżynowa. Czekolada zaczęła ożywiać się, wychodzić z kłębów dymu i przechodzić (wraz z nasilającą się kremowością) do wilgotnej ziemi.

Pojawiła się lekka słodycz kwiatów, a oczami wyobraźni zobaczyłam bratki i płatki róż. Rześkość, lekkość rozwijały się jak gdyby obok ciężkawego dymu. Pomyślałam o młodziutkiej, zielonej trawce... niewątpliwie rosnącej na czarnej ziemi. 
Przez moment skojarzenia zaczęły krążyć wokół łagodnej, orzeźwiającej herbaty miętowej, obok niej też pojawił się mglisty cytrynowy kwasek... a może bardziej palono-karmelowy? W końcu sama nie wiem. Nasiliły się kwiaty i zgubiłam ten wątek. 

Trudno mi było określić, czy to kwiaty-kwiaty, czy może kwiaty podkręcone jakimiś przyprawami, a jeśli tak to jakimi. Może mało pieprzny, a orzeźwiający pieprz cytrynowy? Nie, raczej kwiaty, do których pod koniec wracały elementy drzewno-ziemiste.

Na bardzo, bardzo długi czas w ustach pozostawał słodki różany posmak, muśnięty przyjemną, czekoladową gorzkością.

Te wszystkie rześkie, kwiatowo-trawiaste nuty w towarzystwie wilgotnej ziemi wydały mi się niewyobrażalnie podobne do Zotter Labooko Ecuador "Arriba - Los Rios" 75 %, tylko że wzbogacone o dym i nieowocowe. Dotarło jednak do mnie, jak blisko Peru jest Ekwador, więc takie podobieństwo chyba nie powinno aż tak dziwić. 

W tej czekoladzie zakochałam się już od pierwszego kawałka. Gorzkość i kwiaty wydały mi się bardzo głębokie i kompleksowe, a zarazem bez przesadnych wariactw czy skrajności. Przepyszna czekolada, chyba jeden z moich ulubionych Pralusów.


 ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 24 zł
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: może

Skład: kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa

16 komentarzy:

  1. Kolejny Pralus, obawiam się, że w konkurencji z nim i Zotterem budżetowy Blanxart ma małe szanse :) Bedę musiał kiedyś się wziąć za te Pralusy, zapowiadają się ciekawie, ale na razie kroi mi się nowa dostawa Domori i Pacari. Takich kolorów jak te paski też nie lubię, ale za to lubie czarny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarny to najlepszy kolor ze wszystkich!
      Gdybym miała wybierać Domori czy Pralusy... ojj, miałabym problem! Kocham Domori, ale jednak gramatura... :P

      Usuń
    2. To bierz dwa Domori za jednego Pralusa :)

      Usuń
    3. Albo i cztery, co? Coś czuję, że portfel by nie wytrzymał. :>

      Usuń
    4. No niestety, Domori należą do najlepszych, ale i najdroższych :(

      Usuń
    5. Aczkolwiek lepiej wydać dużo i wiedzieć za co się płaci, niż jak np. nacięłam się na zabójczo drogie Rozsavolgyi Csokolade. :>

      Usuń
  2. Haha a ja jak zobaczyłam opakowanie to pomyślałam: ale super kolor. :D Po pierwsze go lubię, po drugie dodaje dynamizmu tabliczce i przyciąga wzrok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy jakikolwiek kolor nadaje opakowaniom Pralusa porządnego dynamizmu. :P

      Usuń
  3. charlottemadness7 listopada 2016 20:37

    Chętnie bym się w nią "wgryzła" :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekolada bardzo fajna:) a kolor tego paseczka na opakowaniu,nie należy do moich ulubionych,ale nie mam aż tak silnych odczuć jak Ty:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Różany posmak może nie do końca nas przekonuje a może właśnie by w tej tabliczce nam zasmakował :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. O samej czekoladzie raczej zdania nie mam ale mogę przybić piątkę w sprawie koloru. Ni to zielony, ni to niebieski a przy tym razi w oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze kojarzy mi się z biednymi ruderami starych ludzi. Nie rozumiem, dlaczego się na taką farbę decydują (bo jest tania, bo... nikt jej nie chce i nie kupuje? xD).

      Usuń
  7. Wymieniłaś za dużo smaków (posmaków? nut?), które mnie przerażają. Poza tym pod koniec przypomniałam sobie, że to Pralus. Jak to się dyplomatycznie mówi: więcej dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)