wtorek, 17 stycznia 2017

Michel Cluizel Mokaya 66 % ciemna z Meksyku

Czasami mam wrażenie, że podczas zakupów wybierając coś w ciemno, zazwyczaj wybieram źle. Czasem coś wydaje się "moje", a okazuje się paskudne lub omijają mnie jakieś smakowitości, bo brzmią / wyglądają niepozornie, na "nie w moim guście". Kiedyś zamawiając czekolady Cluizela postanowiłam wybrać trzy na podstawie tego, co przeczytałam w internecie. "Kawa, suszone owoce i silna słodycz? Fajne, ale nudne" - to pomyślałam o czekoladzie z Meksyku i postanowiłam zadowolić się neapolitanką. Jakież było moje zdziwienie, gdy to właśnie neapolitanka smakowała mi najbardziej i, co ważne, zupełnie inaczej niż przedstawiono ją w paru miejscach, gdzie o niej czytałam. Czy to kwestia rozmiaru, czy rzeczywiście zrezygnowałam z najlepszej tabliczki z serii? W końcu w 2013 zdobyła srebro w Akademii Czekolady.

Michel Cluizel Mokaya 66 % to ciemna czekolada o zawartości 66 % kakao pochodzącego z Meksyku z plantacji Mokaya.

Po otwarciu sreberka poczułam wyrazisty zapach łączący w sobie chłodne, lukrecjowe orzeźwienie, ciężką mieszaninę przypraw takich jak pieprz i odrobinka jałowca oraz niepewne ciepło czarnej ziemi i jeszcze czarniejszej kawy. Wytrawnie, ale wciąż dość słodko.

Kolor tabliczki był tak ciemny, że aż miałam problemy ze zrobieniem zdjęcia (to samo przy neapolitance, chociaż na innych blogach ta czekolada nie wygląda na aż tak ciemną). Przy łamaniu trzaskała tylko trochę, ogółem wydawała się miękkawa. Zwłaszcza już w ustach, kiedy to rozpływała się kremowo i zarazem jakby była najeżona idealnie zmielonymi przyprawami - przekrój świetnie to oddaje.

W pierwszej chwili poczułam subtelną słodycz kojarzącą się z dojrzałymi winogronami, a później wokół niej zaczynała się jakby kłębi, również subtelna goryczka. Była to gorzkość ziemi z przebłyskami przypraw. Obie nuty zaczynały przybierać coraz intensywniejszy wyraz, przy czym dominowała raz słodycz, raz gorzkość (i tak na zmianę).

W międzyczasie tu i tam przemykała lukrecja, aż w końcu wyraźnie osadziła się na drugim planie (robiąc wycieczki na pierwszy). Chyba ośmieliła trochę nutę jałowcową, która przez moment też się gdzieś pojawiała, jednak potem tonęła w połączeniu pieprzu i kardamonu.

Zupełnie obok, winogrona bardzo szybko zmieniały się w cały miks suszonych owoców - śliwek, daktyli i fig. Wydawały mi się znikomo owocowe, a jednak wyraźne. Przy nich pojawiało się pewne skojarzenie z likierem, a ten z kolei otwierał drogę kawie.

Gdy już kawa wyszła na przód, nie było litości dla innych smaków. Czułam się, jakbym piła mocną kawę z dużą ilością śmietanki (chociaż bardziej chodzi tu o takie... poczucie? związane z konsystencją? chyba) oraz jakimś syropem... Wytrawnie słodko-gorzkim. Tak, słodycz była silna, ale nie inwazyjna.
Kawa zawierała bowiem w sobie także wiele przypraw, takich piernikowych.

Pieprzna nuta troszeczkę zapiekła, kardamon osnuł wszystko swoim niby dymnym charakterem, w którym odnalazłam odrobinę cierpkości.

Ta cierpkość i wcześniejsze owoce przeszły w suszoną żurawinę, a na końcu, w towarzystwie lekko waniliowej słodyczy przemknęły soczyste, ale jakby podsuszone (może czymś nasączone?) wiśnie.
Lukrecja i ziemisto-kawowa gorzkość nie odpuszczały, a słodycz łagodnie odchodziła w towarzystwie pieprzu i likieru.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 19 zł
kaloryczność: 572,1 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: kakao, cukier trzcinowy, masło kakaowe, strączki laski wanilii

14 komentarzy:

  1. Piernikowe przyprawy i suszone owoce wprowadziły mnie w klimat jesieni/zimy i zrobił mi się tak jakoś przyjemnie. Trochę wrażenie popsuło wspomnienie o lukrecji, to jest dla mnie szatańskie zioło. :D Fajna czekolada, ale trochę mocna i nie wiem czy nie aż za.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie mogłaby Ci się wydać już za, ale... wśród czekolad o tej zawartości to naprawdę rarytas! Znaczy się, tyle mocy. :D

      Usuń
  2. Wygląda smakowicie:) Też tak mam, że czasem bardzo unikam określonych produktów myśląc, że mi nie smakują, a jak się już przełamię, to okazuje się, że są smaczne i trafiają do grona ulubieńców;) może to dlatego, że wtedy odkrywamy coś na nowo?:)
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurcze, jednak neapolitanka nie kłamała. Wygląda to na najciekawszą czekoladę Cluizela, muszę ją mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie moja ulubiona czekolada Cluizela!

      Usuń
  4. A wdaje się być kolorem ciemna na co najmniej 80% :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i bardziej charakterna niż niektóre 80 %. ;)

      Usuń
  5. charlottemadness17 stycznia 2017 20:28

    Niezły charakterek się wydobył.Rzeczywiście ciemna jak na taką 60+ :

    OdpowiedzUsuń
  6. Wystraszyłabym się barwy sądząc, ze przez pomyłkę ktoś zapakował 90% w złe opakowanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym poczuć moc tej czekolady właśnie przy 90 % zawartości. <3

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Chi by pewnie powiedziały co innego. Wierność ojczyźnie!

      Usuń
    2. Nawet tak nie pisz, bo wyprę się moich chi :P

      Usuń
    3. Albo... to chi wyprą się Ciebie i jedyne, co Ci zostanie do ocen, to wstążki. xD

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)