piątek, 2 czerwca 2017

Zotter Labooko Peru "Cacao Tocache" 72% ciemna z Peru

Bardzo cieszy mnie fakt, że ostatnio Zotter postawił na rozszerzenie linii Labooko o kilka plantacyjnych ciemnych czekolad. Z samego Peru doszły aż cztery tabliczki o takiej samej (prawie) zawartości kakao, więc trochę mnie zaciekawiło, czy po prostu stamtąd najłatwiej jest mu kakao uzyskać, najbardziej je lubi, czy co. Jak dotąd próbowałam już Labooko Peru Barranquita 75%, Labooko Peru "Criollo Cuvee" 82 % oraz Labooko Peru 100 % i każdą z nich uważam za genialną.
Oczywiście wszystkie nowe bardzo się różnią i każda ma swoją historię, więc postanowiłam je sobie porównać w dość krótkich odstępach czasu, rozpoczynając od tej, z nieco mniejszą zawartością ziaren z północnego regionu Peru San Martin, które to są pozyskiwane od kooperatywy "Cacao Tocache". Jej hasłem jest "kakao zamiast kokainy", gdyż chodzi o to, by ludzie mogli zarabiać na życie legalnie (a to przecież jeden z regionów najbardziej zaplątanych w narkotykowy biznes), robiąc coś naprawdę dobrego - hodując organiczne kakao. Dlatego właśnie zajmują się ziarnami CCN 61, które rosną szybko, ale niestety nie zaliczają się do kakao wysokiej jakości, jak np. criollo. Tutaj jednak nadeszła pomoc ze strony Zottera i dzięki ograniczeniu ilości kakaowców i zbiorów (żeby inne kakaowce mogły "odpocząć"), udało się uzyskać zadowalający efekt z ciekawymi nutami. Farmerzy "Cacao Tocache" dzięki Zotterowi po raz pierwszy mogli sprzedać swoje - już hodowane jak należy! - kakao do Europy, do niego właśnie... dzięki czemu ja mogę Wam wreszcie przedstawić także smak tej czekolady.

Zotter Labooko Peru "Cacao Tocache" 72 % to czekolada o zawartości 72 % kakao (miazga + tłuszcz) z prowincji Tocache z północnego Peru, której czas konszowania wynosi 22 godziny.

Po otwarciu poczułam słodko-opiekany zapach kwiatów, miodu i, chyba, kandyzowanych owoców (coś jakby ananas?) oraz mniej jednoznaczną mieszankę drzew, roślin (być może też jakiś suszonych, takich nieco ziołowych) i opiekanych migdałów. Te ostatnie na pewno czułam w trakcie degustacji, reszta rozeszła się i stała się naplątaną całością.

Wszystko to rozchodziło się od raczej jasnej i twardej przy łamaniu tabliczki o przekroju kojarzącym się ze skałami piaskowcami (nie myślcie, że ze mnie taki znawca, po prostu wygooglowałam i znalazłam, z czym mi się skojarzyło). W ustach jednak była tak tłusto kremowa i idealnie gładka, że aż nie mogłam wyjść z podziwu. Osobiście wolałabym szorstkość, a nie taką tłustość, ale niektórzy na pewno będą zachwyceni.

Od pierwszego kęsa także jeśli chodzi o doznania smakowe doznałam szoku. Poczułam coś niezwykle specyficznego, dziwnego, choć wcale nie mocnego czy porażającego. Było to niezwykle spójne połączenie miodowo-karmelowej słodyczy i siarkowego kwachu... taka siarkowa słodycz? miodowy kwach? Nawet nie umiem tego nazwać. 

Jak już pisałam, nie był to mocny czy specjalnie przenikliwy smak, bo w dużej mierze tonowała to ogólna maślaność i palony, momentami wręcz dymny, posmak w tle.

W pewnym momencie z kwachu wylał się sok, owocowa soczystość przełamująca maślaność i sprawiająca, że kompozycja wydała się lżejsza. Doszukałam się tutaj jakiś dziwnych (jak na nuty w czekoladzie) owoców. Były kwaśne, ale nie miały nic wspólnego z cytrusami. Na pewno czułam ananasa (i tu przypomniał mi się Peru "Criollo Cuvee" 82 %) i kwaśne, zielone winogrona; być może też jakieś przebłyski marakui.

Gdy tak te owoce się rozkręcały, z palonego posmaku w tle wyodrębniłam dość wyraźne orzechy, migdały i wiklinowe (?) nuty oraz pewną cierpkość. Ta, w połączeniu z owocami, przywiodła na myśl wiśnie, a potem, wraz z ogólną słodyczą, sok z owocu granatu. To wszystko zrobiło się bardzo niejasne.
Palenie nasiliło się, wciąż czułam w nim opalane migdały, ale i tę pewną... wiklinowość? Taką jakąś nie tyle drewnianość, co roślinność. Aż trudno mi to sprecyzować, ale ogólny wydźwięk skojarzył mi się z Original Beans Cusco Chuncho 100 %

Na koniec owoce schodziły na dalszy plan, robiło się bardziej słodko-maślanie i bardzo palono. Palony posmak pozostawał w ustach na dość długo, wraz z lekkim poczuciem kwasku i leciutkim wysuszeniem.

Jedzeniu tej czekolady towarzyszyło poczucie, że Zotter próbował przełamać ordynarność mocno paląc kakao oraz dodając dużo tłuszczu kakaowego. Nie dość, że było tłusto, to jeszcze maślaność po prostu się czuło. Co za tym i za mocnym paleniem idzie - także sporo orzechowo-wiklinowych nut, które są już na plus. Mi jednak ten siarkowo-owocowy kwach nie daje spokoju. Z chęcią pozwoliłabym mu bardziej się rozwinąć, bo naprawdę ciekawe owoce tu wychwyciłam, jak chociażby ten ananas czy winogrona. Z nieoczywistymi, drzewnymi nutami stworzyło to intrygującą, inną kompozycję, mimo że kwiatowa słodycz i pewne kwaskowate niuanse cały czas krzyczały, że kakao pochodzi właśnie z Peru. Podobało mi się to, ale jak już pisałam, mam wrażenie, że więcej samego ziarna kakao wyszłoby na dobre, bo jednak trochę za dużo tłuszczu zepsuło odbiór (o słodyczy z kolei nie mam zdania, bo była znacząca, ale ani nie przesadzona, ani nawet specjalnie znacząca).


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24
cena: 16 zł
kaloryczność: 586 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

5 komentarzy:

  1. charlottemadness2 czerwca 2017 11:26

    To była "dobra sztuka" ale tylko "na raz",raczej nie planuję do niej powracać.Czasami właśnie ta tłustość bliżej mi nieokreślona przeszkadzała mi :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też i właśnie jakby te parę nut przysłaniała. Wróciłabym, gdyby Zotter zrobił nową wersję (licząc, że zmniejszył ilość tłuszczu).

      Usuń
  2. Zotter zaszalał z tym Peru, tej akurat nie mam, ale kupiłem z "peruwiańskiej" serii try 75-tki: "Oro Vedrde" (była u Basi), "Huallaga Nativo" i "Quinacho". Cieszy to, że poszedł w ciemne czekolady z większą zawartością kakao, to słuszny kierunek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze trafiłeś, że akurat najmniej udanej nie kupiłeś. :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)