czwartek, 20 lipca 2017

Zotter Mitzi Blue Pepper-Mint ciemna 70 % z miętą i 60 % z dzikim pieprzem

Kiedyś na połączenie mięty i czekolady musiała "najść mnie ochota", ostatnio jednak zauważyłam, że zawsze jak mam po nie sięgnąć, robię to z ochotą. Zdałam sobie sprawę, że takowe dobrze wykonane, zdecydowanie jest jednym z moich ulubionych. A gdy do tego dochodzi jeszcze trochę pieprznej pikanterii... To może być już tylko Zotter, czyli mistrz dziwnych i smakowitych połączeń. Jak uwielbiam miętę i czekoladę, tak nigdy bym nie wpadła, żeby dodać do tego coś jeszcze, więc ta czekolada bardzo mnie ciekawiła, odkąd tylko dostrzegłam ją po raz pierwszy na stronie producenta.

Zotter Mitzi Blue Pepper-Mint to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z olejkiem miętowym (duży dysk) i ciemna czekolada 60 % kakao z dzikim pieprzem (mały dysk).

Po otwarciu poczułam smakowity zapach mięty i czekolady, w którym jednak mięta wydała mi się typowo "czekoladkowa", a nie świeża. Mam tu na myśli czekoladki, pralinki najwyższej jakości, a nie tanie i sztuczne, więc to po prostu skojarzenie, nie krytyka.

Przy łamaniu czekolada przyjemnie trzaskała, a w ustach rozpływała się kremowo, w lekko mazisty sposób; duży dysk jakby odrobinkę "niegładko". Gładki mały dysk zawierał całkiem spore drobinki pieprzu, których jednak nie było za wiele.

W pierwszej chwili po zrobieniu kęsa dużego dysku poczułam moc kakao, które nie było przesadnie palone, a (co rozwinęło się oczywiście z czasem) przyjemnie gorzko-palone w kawowym kontekście.

Bardzo szybko dochodziło do tego orzeźwienie, wręcz ochłodzenie. To była intensywna, wyrazista mięta o zaskakująco świeżym smaku. Otwierała drogę subtelnej słodyczy, która wydała mi się niemal surowa (znaczy się: dzika i sroga) i zupełnie ją zabarwiała tak, że wydawała się jedynie ziołowa właśnie. Smakowita mięta idealnie złączyła się z kakao, które z gorzkawych wypuściło także nutkę kojarzącą się z cytrusowymi skórkami, przy czym żaden ze smaków nie narzucał się drugiemu za bardzo.

Przyjemnie było raz i drugi przegryźć to małym dyskiem, którego ogólna łagodność, ale i pikanteria pieprzu podkreślały gorzko-palone nuty kakao i smak mięty. Wyszło to bardzo ciekawie, bo miałam wrażenie, że pieprz z tego dysku tłumił ochłodzenie, ale podkreślał sam smak mięty.

Sam w sobie mały dysk był nieco łagodniejszy i bardziej kawowo-karmelowy niż kawowo-gorzki. Charakterku nadał mu pieprz, który trochę różnił się od zwykłego pieprzu. Smakował przede wszystkim pikantnie i tak... "inaczej", "ciepło". Miałam jednak wrażenie, że po prostu podkreślił on to i owo i... na tym koniec. Czułam niedosyt.

Mimo że wolałabym, aby Zotter dodał do tej tabliczki więcej pieprzu (złe proporcje to chyba cecha charakterystyczna Mitzi - choć tutaj chyba wystarczyłoby po prostu zwiększyć zawartość pieprzu, niekoniecznie wielkość małego dysku), to i tak bardzo mi ta czekolada smakowała. Smakująca naturalnie mięta została cudownie wkomponowana w czekoladę z wyrazistym kakao, ale moją uwagę zwróciło coś jeszcze. Myślę tu o tym, jak został wydobyty smak mięty przy jednoczesnym zestawieniu jej chłodzącego efektu z ciepłem, jakie niósł pieprz. Powiedzenie "przeciwieństwa się przyciągają" wyjątkowo tu pasuje. Pyszna miętowa czekolada, ale z chyba nie do końca wykorzystanym potencjałem dzikiego pieprzu (w końcu jeśli dodaje się jakąś konkretną, charakterystyczną odmianę, to chyba chodzi o pokazanie jej walorów, prawda?).
Może jest mniej pyszna od innych miętowych Zotterów (Minty Goat, Chocolate Mint), ale wciąż zachwycająca.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24
cena: 16 zł
kaloryczność: 580 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, olejek miętowy (0,1%), dziki pieprz (0,1%)

11 komentarzy:

  1. Mieta i czekolada to nie jest to co lubię. Pamiętam z dzieciństwa taki "koszmarek"... czekoladowo-miętowe pastylki kupowane na wagę. Chyba tylko rodzicom smakowały, bo nikt inny nie chciał jeść a ja z rodzeństwem mówiliśmy, że są niesmaczne ;P
    Miętowego Zottera mogłabym spróbować - na zakup bym się nie odważyła :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, o których pastylkach mówisz. Pamiętam, że Goplany jeszcze do niedawna bardzo lubiłam, a Wawelem można było pluć, choć może jeszcze jakieś tarcie są. :P

      Miętowe Zottery wychodzą bosko. Zakochałam się w nadziewańcu Mint Chocolate, który zawiera najnaturalniejszą galaretkę, jaką można sobie wyobrazić. A za galaretkami nie przepadam.

      Usuń
    2. Na prawdę nie pamiętam jakie pastylki kiedyś były sprzedawane na wagę - być może Goplana... ale nie każdy to lubi :) A co do Wawel, to dzisiaj widziałam czekoladę mietową :P

      No to Zotter może być dumny:D

      Usuń
    3. No, pamiętam je jako bardzo miętowe, więc rzeczywiście, dla kogoś kto nie lubi tego połączenia to może być koszmar, łatwo mi to sobie wyobrazić. :P

      Oj tak!

      Usuń
    4. Moi rodzice bardzo lubili i jeszcze się dziwili, że dzieciaki nie chcą jeść bo "przecież to takie dobre" :P

      Usuń
  2. Jak na Mitzi to całkiem nieźle, ta seria jest niestety mniej udana niż Labooko czy Handscooped. Z tego co napisałaś, zgaduję, że część miętowa jednak przegrywa z andyjską miętą od Pacari :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś ogólnie za Mitzi nie przepadam mimo wszystko.
      To prawda, tamta Pacari już jako miniaturka daje czadu. :D

      Usuń
  3. Mięta i pieprz to zdecydowanie nie jest to nasze połączenie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. WIĘCEJ PIEPRZU! WIĘCEJ SOLI! LUKRECJI TEŻ WIĘCEJ! Mmmmmm :3

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)