
Są takie dni, w których niby nie mam ochoty na "badanie nieodkrytych lądów", ale też nie chce mi się sięgać po czekoladę, której na bloga nie opiszę, bo na nim już jest. Przyznam, że parę razy sprawiło mi to kłopot, jednak tym razem sięgnęłam po tabliczkę idealną na taką okazję. Chodzi o Pralusa, a więc jedną z moich ulubionych marek, a dokładniej o blend kakao z Indonezji i Afryki, który wydał mi się uproszczoną wersją próbowanej już
Fortissima 80 % lub połączeniem
Ghana 75 % (neapolitanka) i
Indonesie 75 %. Bardzo ciekawiła mnie ta kompozycja, bo ta z Indonezji to jedna z moich czekolad, a Ghana wydała mi się "esencją kakao". Blend Fortissima 80 % był z kolei rozczarowaniem, gdyż miałam wrażenie, że kakao do niego przeprażono, a i wyrównując smak za dużo tłuszczu dodano (czyżby Pralus lepiej czuł się pracując z nieco niższą zawartością kakao?). Na logikę, z dzisiaj opisywanym blendem (patrzę na zawartość kakao), nie powinno być tego typu problemów.
Pralus Djakarta Criollo - Trinitario 75 % to ciemna czekolada o zawartości 75 % kakao pochodzącego z Indonezji (Jawy) i Ghany.
Informacje o użytych ziarnach są różne: na opakowaniu napisano, że to miks trinitario i criollo, a na stronie Pralusa, że forastero i criollo.

Po rozchyleniu sreberka poczułam delikatny, ale zapach torfu, śmietanki i nuty błądzącej od orzechów, przez drzewa aż po surowawe kakao. Przy tym wszystkim stała także słodycz przejawiająca się w żywej woni kojarzącej mi się z nektarem, mieszaniną kwiatów i owoców.
Przy łamaniu i po pierwszym kęsie czekolada nieźle mnie zaskoczyła. Otóż wydawała się miękkawa, ale cały czas pozostawała twarda i trzaskająca. W ustach z kolei sprawiała wrażenie suchawej, ale rozpływała się w błogo kremowy, tłustawy sposób.

W pierwszej chwili poczułam gorzkość kakao o odrobinę kawowym charakterze. Nie zdążylam mrugnąć, a już tuż obok pojawił się słodki kwasek. Czułam tu cytrusy, ale w mocno śmietankowo-maślanym otoczeniu. Skojarzyło mi się to ze słodkawą, lecz wciąż przede wszystkim kwaskowatą masą cytrynową - typu lemon curd lub nawet coś bardziej marmoladowego.
Nuta łagodnego nabiału nie stała na przedzie, ani nie była zbyt jednoznaczna, ale nie dało się jej pominąć. Co by to nie było, łączyło się ze słodkimi owocami. Tych także nie mogłam zbyt trafnie nazwać. Słodziutkie poziomki w śmietanie? Jabłkowa maślanka? Właśnie to tworzyło charakter złożonej i nie za silnej słodyczy tej tabliczki.

Baza była bowiem wyraźniejsza i bardziej gorzka. Wydała mi się czysto kakaowa - w może minimalnie palonym kontekście, choć to "palenie" podchodziło trochę pod lekko dymiące ognisko. Stateczna gorzkawość i wcześniej opisane lżejsze nuty sprawiły, że poczułam się, jakbym przy takowym zasiadła z kubkiem mocnej czarnej, fusiastej herbaty. Końcówka degustacji należała bowiem do kakao o herbaciano-kawowym charakterze.
Djakarta okazała się zaskakująco stateczna, gdyż te smaki nie zmieniały się, a trwały prawie równolegle, a i nie było ich za wiele. Zaskoczyły mnie jednak swoją wyrazistością i nieprzekombinowaniem. Taka prostota przekazu (czym zdecydowanie przebiła mało wyrazistą
Fortissima 80 % - wydawała mi się nawet bardziej gorzko kakaowa od niej). Mimo to, miała nuty znane z
Ghany (ta czysta kakaowość), a także pewne ciekawe, choć jakby złagodzone, akcenty Indonezji.
Podobnie jak
Pralus Indonesie Criollo 75 %, trafiła na listę moich ulubionych czekolad. Wydaje mi się doskonała na chwilę, w której człowiek chce zjeść po prostu pyszną czekoladę bez szaleństw. W smaku Indonesie można tonąć bez końca i odkrywać coraz to nowe aspekty, a wiadomo, że nie zawsze ma się ochotę na takie złożone doznania, więc uważam, że obie zasługują na tę samą ocenę.
ocena: 10/10
cena: 24 zł (dostałam zniżkę)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: tak
Skład: kakao, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa
Jestem ciekawa jak pachnie torf - chyba nigdy nie miałam okazji poczuć jego zapachu :P
OdpowiedzUsuńJak widać czasem prostota wygrywaja :)
Też torfu nie wąchałam, ale czułam zapach czarnej, mokrej ziemi i... to naprawdę nie jest trudne do wyobrażenia sobie. :P
UsuńTo prawda, świetnie to widać na przykładzie tej recenzji i wrzuconej przedwczoraj Rococo.
* "prostota wygrywa" ;)
OdpowiedzUsuńJabłkowa maślanka, o tak! Z tym skojarzeniem jak najbardziej się zgodzę. Ale róży nie czułaś ani trochę? Mnie zaskoczyła w tej czekoladzie.
OdpowiedzUsuńDjakartę wspominam jako delikatniejszą od Indonesie, rzeczywiście przeznaczoną do degustacji podczas smaka na mniej skomplikowane doznania, aczkolwiek i tak złożoności nie można jej odmówić.
Róży nie, ale rzeczywiście może coś kwiatowego. W zapachu kwiaty wyraźniej, a róża? Nie wiem, chyba że w tej słodyczy owocowej... bo nie umiem jej jakoś jasno opisać.
UsuńTo taka prostota jak na najlepsze prawdziwe czekolady - wiadomo, że nie decha. :D
Czytając recenzję,ta tabliczka skojarzyła mi się ze starodawną kawiarnią i eleganckimi kobietami w niej zasiadającymi "na herbatce,kawce i ciasteczku". :>
OdpowiedzUsuńTeraz przez Ciebie dokładnie to widzę! O nie, w takim miejscu nie chciałabym się znaleźć, wolę kolejną tabliczkę. :P
UsuńChyba trochę niedoceniałem Pralusa, muszę to nadrobić. Tabliczka ciekawa, choć chyba wolałbym tę Indonesie Criollo, bo za kakao z Ghany jakoś nie przepadam.
OdpowiedzUsuńPralus jest bardzo niedoceniany, ale chyba nawet wiem dlaczego. Jest za mocny i wyrazisty by smakować komuś, kto pieje z zachwytu i przyznaje złoto, srebro itp. chociażby harmonijnym Amedei. Oczywiście nie krytykuję tu czekolad wygrywających nagrody Akademii Czekolady ani jej komisji, tylko po prostu stwierdzam. Osobiście nie lubię delikatnych i harmonijnych czekolad, wolę z pazurkiem. W Pralusie właśnie go odnalazłam, chociaż też nie wszystkie tabliczki są aż takie "wow", z tym to bardzo zróżnicowanie w zależności od pochodzenia kakao (więc tym bardziej uważam, że Pralus wie, jak obchodzić się z kakao).
UsuńRównież moim zdaniem Pralus zasługuje na większe uznanie niż Amedei...
UsuńTe śmietankowo-maślane i maślankowe nuty brzmią naprawdę dobrze :)
OdpowiedzUsuńI były dobre. :D
UsuńCzekolady z dużym % są najlepsze!
OdpowiedzUsuńOgnisko nie idzie mi w parze z jakąkolwiek herbatą. Raczej z piwem, kiełbaską na kiju, kromką pszennego chleba, gitarą i niebem usianym gwiazdami. Znajdź mi czekoladę odwołującą się do takiej chwili, to ją zamówię ;)
OdpowiedzUsuńJa za czasów nastoletnich, gdy jeździłam z rodzicami na domek, właśnie herbatę popijałam, nie raz kryjąc się w domku przed komarami i z daleka patrząc na ognisko. :> Rzeczywiście jednak jak ognicho, to i piwsko, ale to już póóźniej i to do tej czekolady jest za byle jakie. xD Ale czekoladę o smaku opisanej przez Ciebie sytuacji też bym z chęcią zeżarła.
UsuńGrillowa czekolada z posmakiem na*ebanego wujka Staszka, który poklepuje się po tłustym owłosionym brzuchalu za każdym razem, gdy mu się siarczyście odbije kiełbasą zmieszaną z piwem.
UsuńPod warunkiem, że wujek Zenek nie zapomniał kupić jakiegoś sześciopaka podczas swojej wyprawy po czystą. O piwsku dla Staszka łatwo zapomnieć, gdy ma się ważną misję zakupienia czegoś wyskokowego dla samego siebie, po czym wlezie nie tylko kiełbasa, ale i kaszanka.
Usuń