poniedziałek, 9 września 2019

Chateau Pur Zarte Noisette mleczna ze zmielonymi orzechami laskowymi

Dzięki Chateau Pur Luftschokolade marka odzyskała nadszarpnięte zaufanie. Ok, zdarzyły się dwie gorsze, ale skoro nawet coś tak słodko-dziecięcego zrobili w sposób, który i ja doceniłam, można powiedzieć, że twórcy wiedzą, co robią, jeśli o czekolady chodzi. Razem z bąbelkową trafiła do mnie druga niezbyt w moim stylu tabliczka. Są jednak takie smaki, które mimo że nie w moim typie zawsze i wszędzie, potrafią mi posmakować. Wszelkie nugatowe do nich należą. Dobrze zrobione - uwielbiam, od tych zrobionych gorzej - uciekam jak najdalej. Noisette, gianduje... a więc jakieś miękkie kremotabliczki nie są dla mnie... ale czasem lubię sięgnąć po coś innego, o tak o. A że jako eksperyment i Luftschokolade i też kremowo-miękka (właśnie jakby giandujowata, jak smarowidło) Freihofer Gourmet Nuss-Nougat mi smakowały, dla tej również widziałam szanse.

Chateau Pur Zarte Noisette to mleczna czekolada o zawartości 30 % kakao ze zmielonymi orzechami laskowymi (13%).


Od razu po otwarciu poczułam intensywną woń śmietanki oraz słodkiego "kakałka" na niej zrobionego, z waniliowym akcentem. Orzechowa nuta wydała mi się bardzo nieśmiała, acz na 100 % obecna.

Szarawą, brzydko wyglądającą tabliczkę już w dotyku cechowała tłustość, taka kremowa. Przy łamaniu okazała się tłusto-miękkawa. Podchodziło to chwilami wręcz pod rwanie się, acz pewną zwartość i tabliczkowość zachowała.
W ustach szybko miękła i zalepiała, rozpływając się leniwie w bardzo gęsto-kremowy sposób. Była tłusta jak śmietanka i gładki nugat. Miękka, w przyjemny sposób kremowo-gęsta niczym jakiś łychostajny budyń. To tabliczka... z błogiego kremu, który już po pierwszych sekundach niesamowicie zalepiał usta.

W smaku od pierwszej chwili rozlało się tsunami wyrazistej śmietanki. Śmietanki... wręcz zagęszczonej i mocno dosłodzonej cukrem i wanilią.

Słodycz rosła do przesady błyskawicznie. Cukrowość mieszała się z wanilią, co następnie trafiało na nutę orzechów. Zrobiło się trochę nugatowo, troszeczkę "kakałkowo". Punktem kulminacyjnym był smak jakiegoś kremu / budyniu na bazie śmietanki o smaku orzechowym. Cukrowo-waniliowa słodycz... mogłaby należeć do bitej śmietanki na takowym, ale to on sam stanowił motyw przewodni. Laskowe orzechy, leciutko podprażone, zamknięte w śmietankowym kremie / budyniu, odrobinę podkreślone "kakałkiem". Cukrowość je napastowała, ale nie dała rady ich stłamsić. W pewnym momencie zabłysły w pełni chwały, wzbiły się ponad wszystko, po czym zaczęły tonąć w niemal dziecięcej śmietankowości.

Końcówka robiła się znów coraz bardziej śmietankowa jak słodko-śmietankowy krem / budyń o smaku orzechów laskowych, bardzo naturalnych. Przesłodzenie osiągnięte, już po kostce drapało w gardle, lecz było błogo waniliowo-śmietankowo-cukrowe, integralne z wydźwiękiem całości.

Po wszystkim pozostał posmak trochę sztucznawy (w kwestii wanilii, ale dziwnie przekładało się to na całość), mocno śmietankowy i laskowoorzechowy. Wydało mi się to trochę kakałkowo-czekoladowe i uroczo-dziecięce.

Całość, tak jak bąbelkowa koleżanka, miała cudowny wydźwięk deseru śmietankowego. O ile Luftschokolade można nazwać koroną takowego, tak Noisette to już sam kremo-budyń. To przede wszystkim moc śmietankowej bazy, ale i smak orzechów laskowych. Nie nugatowy, nie jakiś mocno prażony czy np. sztuczny. Delikatny i naturalny. Liczyłam, że będzie wyrazistszy. Tabliczka zdecydowanie za słodka, ale ta jej słodycz była pasująca do konwencji. Mimo to, po pewnym czasie zaczęła mi się wydawać nudna (smaczna, bo mocno śmietankowa, ale tak słodka i nie tak orzechowa, jak bym sobie życzyła), toteż niecałe 4 kostki powędrowały do Mamy. Jej bardzo smakowały, bo "słodziutko i kremowo mięciutko", acz przyznała, że całościowo czekolada trochę nudna (tu dodała, że ogólnie ją obecnie czekolady nudzą).
Cieszy mnie, że całościowo nie było za miękko-tłusto. Owszem, miękła, przypominała zalepiający, tłusty krem, ale dobrej jakości, bo śmietankowy.
Wolę jednak pozbawioną aż takiej kremowej miękkości J.D. Gross mleczna 33 % z mielonymi orzechami laskowymi. Lidlowy odpowiednik wyszedł mniej śmietankowo (bardziej mlecznie-orzechowo) i nie nugatowo, a bardziej jak orzechowe Haageny w formie czekoladowo-tabliczkowej.


ocena: 8/10
kupiłam: ktoś mi kupił "na zlecenie" w Niemczech
cena: 5 zł (za 125g)
kaloryczność: 575 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku 13,8%, mielone orzechy laskowe 13%, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku 4,8%, produkt z serwatki, lecytyna sojowa, ekstrakt waniliowy

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się skojarzenie z deserem śmietankowym! Szkoda, że nie widziałam jej w Polsce :/ to brzmi jak czekolada dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Człowieku... Dej mnie tego cały tir. W akapicie "W ustach szybko miękła i zalepiała, rozpływając się leniwie w bardzo gęsto-kremowy sposób. Była tłusta jak śmietanka i gładki nugat. Miękka, w przyjemny sposób kremowo-gęsta niczym jakiś łychostajny budyń. To tabliczka... z błogiego kremu, który już po pierwszych sekundach niesamowicie zalepiał usta." odpłynęłam w siną dal. 10000000000% mojego klimatu.

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)