czwartek, 21 kwietnia 2016

Original Beans Beni Wild Harvest 66 % ciemna z Boliwii

Po bardzo pysznych czekoladach białej i mlecznej z Ekwadoru od Original Beans, przyszedł wreszcie moment, na który czekałam najbardziej. Wreszcie rozpoczynam przygodę z ciemnymi tabliczkami tejże marki. To pierwsza i ostatnia neapolitanka OB, która pojawi się na blogu. Dlaczego? Resztę postanowiłam zakupić w pełnowymiarowej wersji czując niedosyt po tych maleństwach.

Original Beans Beni Wild Harvest 66 % to ciemna czekolada o zawartości 66 % kakao pochodzącego z Boliwii, dokładniej z Puszczy Amazońskiej z regionu Beni. Ziarna Beniano, które tu użyto, to dzikie kakao, zbierane przez miejscowych zbieraczy.
Z boliwijskich ziaren jak dotąd jadłam jedynie Zottera Labooko 90 %, więc za bardzo nie wiedziałam, czego się spodziewać.

Po wydobyciu z papierka małej tabliczki o głębokim brązowym kolorze z lekkim połyskiem, poczułam spokojny i całkiem intensywny zapach.
Plątały się tu nuty trochę gorzkawe, zdecydowanie drzewne, z lekkim i świeżym aromatem hibiskusowej herbatki owocowej, czy też akcentem suszonych owoców. Obok tego wszystkiego znalazł się ogrom złocistego miodu, pod którym krył się jeszcze zapach... kadzidełek? Na pewno czegoś dymnego.

Przy przełamywaniu natrafiłam na opór, ale w końcu rozległ się donośny trzask.

Pierwszy kawałek znalazł się w ustach i zaczął powoli się rozpuszczać. Delikatnie rozniósł smak po całych ustach wraz z gładką, tłustawą kremowością.

Poczułam kawę. Po chwili doszło do niej mleko: tłuste i słodkawe. Czułam się, jakbym właśnie wypiła łyk jakiejś mlecznej (aczkolwiek nie pozbawionej gorzkawości) kawy z sosem czekoladowym.
Już po chwili kawa zniknęła na rzecz mocnej czarnej herbaty pełnej fusów, której smak ktoś próbował równoważyć dodając coraz to kolejne łyżeczki słodkiego miodu.

To zestawienie smaków podsyciło coś, co skojarzyło mi się z jesiennymi liśćmi złocącymi się na drzewach. Nuta kadzidlano-drzewna z zapachu chyba właśnie znalazła odzwierciedlenie w smaku. Właśnie ona odpowiadała za "przydymienie" słodyczy.

Złote liście, złoty miód... malował się tu arcypysznie subtelny obraz zrównoważonej, jakby minimalnie przydymionej, słodyczy i niezaburzonej gorzkawości, w której kakao pokazywało pazurki mimo ogólnej stabilności i pewnej delikatności. 
Miód stanowił tu silny motyw, ale powiedzenie, że ta czekolada jest bardzo słodka lub ordynarna, byłoby nieadekwatne. Kojarzyło mi się to z miodową masą makową pełną bakalii, głównie rodzynek.

Co więcej, szybko pojawia się orzeźwiający motyw. Niewątpliwie owocowy, ale w sposób podobny co herbatki owocowe, których smaku nie sposób określić (w herbacie to dla mnie wada, tutaj ta niejednoznaczność mnie kupiła). Mógłby to być i jakiś mix sezonowych letnich, soczystych owoców.

Ciekawy efekt, z którym spotkałam się już przy Esmeraldas Milk - czuć owocowość, owocowe orzeźwienie, ale... nie smak jakiegoś konkretnego owocu.
Doskonale się to wpasowało w harmonię miodowej słodyczy i drzewnej gorzkawości, kiedy kawa przeistaczając się w herbatę, koniec końców stała się herbatką owocową. To wszystko było nieco osnute dymem, pilnującym, ażeby nie zrobiło się zbyt słodko.
Drzewne nuty, które zachwyciły mnie w boliwijskim Zotterze, pojawiły się także i tutaj. Cudowna czekolada, co tu dużo pisać. 


ocena: 10/10
kupiłam: dostałam od smakoweinspiracje.pl
cena: -
kaloryczność: 549 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią bym do niej wróciła

Skład: ziarna dzikiego kakao, tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy

22 komentarze:

  1. Coś w tej czekoladzie musi być skoro tak mocno smakuje miodem, zastanawiający produkt. Ale widać, że doskonale dopasowali kolor opakowania do smaku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ten pomarańcz bardziej się z cytrusami kojarzy. :P

      Usuń
  2. charlottemadness21 kwietnia 2016 06:36

    Pysznie owocowo i orzeźwiająco,czyli coś dla mnie :>..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem mimo wszystko, czy nazwałabym tę czekoladę aż taką owocową. :P

      Usuń
  3. Jezeli tez czułabym te miodowe nuty,to pewnie by mi nie smakowała.Co nie zmienia faktu,ze inne tabliczki OB chciałabym spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to możliwe, że byś czuła, bo są wyraźne. Z tego co czytałam, np. Porcelana też jest miodowa, a jak z resztą? To się niedługo przekonam. :D

      Usuń
  4. Ja Boliwię znam tylko z Morina, ale na tyle dobrze pamiętam tamtą czekoladę, iż wiem, że to będzie kolejny kraj, który zamierzam eksplorować pod względem czekoladowym (ba, nie tylko czekoladowym :P). Tutaj tym bardziej kusi dzikie kakao. Bardzo do mnie przemawia Twój opis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprzemawiającego opisu tej czekolady chyba nie da się napisać. :P

      Andy! <3

      Usuń
    2. Pewnie by się dało ;)

      Tak, do zrobienia! :D

      Usuń
  5. Czekolada z nutą kawową połączona z sosem czekoladowym ojej to musiało się udać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany, znów w myślach przerobiłam własną degustację :) Im dalej, tym lepiej. I niesłodki miód w ciemnych czekoladach taki zacny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemnie tak wracać myślami do własnych degustacji i przeżyć z nimi związanymi, co? ;D

      Usuń
  7. Coraz bardziej mnie kusi, żeby złamać zasady i kupic czekolady przez Internet (i tak kiedyś bedę musiał to zrobić), te Origonal Beans muszą byc świetne, czekam na dalsze opisy.
    Nawiązując do recezji Bolivii 90% (własnie ją otworzyłem) to jeśli wyczułaś w niej kwiaty, to chyba musiały być to kwiaty ususzone :). Jeżeli będziesz miała kiedyś możliwość, spróbuj koniecznie Michel Cluizel Noir Infini 99%, bardzo się zdziwisz, szczególnie po 100% Domori, a zwłaszca po 100% Zottera (a nawet tej 90%). Nigdy bym nie uwierzył, że można zrobić czekoladę o tak wysokiej zawartości kakao, którą można zjeść na jeden raz i chcieć więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasady są po to, żeby je łamać! :D

      W zapachu postawiłabym na kwitnące, ale w smaku już rzeczywiście chyba bardziej pod suszone podchodziły, jak teraz wracam do tej tabliczki myślami. Wtedy aż tak nad nimi się nie zastanawiałam. ;)

      Degustację tego Cluizela zaplanowałam na przyszły miesiąc, bo już dość długo u mnie leży i czeka na swoją kolej. Nie wiem, czy aż tak mnie zdziwi, bo... obecnie po prostu zszokowała mnie setka Menakao, której recenzja już za jakieś 2-3 dni.

      Usuń
    2. Zobaczysz, że jest niesamowicie łagodna jak na 99%, bardzo mnie to zaskoczyło, jest bardziej przystępna niż wiele 70-tek.

      Usuń
    3. Dlaczego ja to przeczytałam?! teraz muszę ją mieć...

      Usuń
    4. To jeszcze jej nie masz?! Nie może tak być! :D

      Usuń
    5. Musisz koniecznie. Ja jak ją gdzieś zobaczę, też kupię bez namysłu :)

      Usuń
  8. Ta cudowna czekolada tak niepozornie wygląda :D Ziarna dzikiego kakao brzmią tak... dziko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to w czystych tabliczkach - na pierwszy rzut oka wydają się takie zwyczajne... :D

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)