sobota, 6 maja 2017

wafelek Princessa White Raspberry

Kobietą jestem i nielogiczne postępowanie (niestety) nie jest mi obce. Nie mam ostatnio ochoty na białą czekoladę, na zwykłe słodycze patrzę krzywo, a widząc bohaterkę dzisiejszej recenzji od razu pomyślałam, że nie mogła się udać. Miała jednak piękne opakowanie, owocowe Princessy Special Edition Dark zachwyciły mnie, a ta wydaje się być jakby kontynuacją "serii" (owocowy smak, forma), oczywiste było, że muszę ją kupić i spróbować. Może jednak jest tu jakaś logika? Jeśli tak, to tylko taka "moja".


Princessa White Raspberry to wafel przekładany kremem malinowym, z warstwą czekolady ciemnej (12,1%), obsypany płatkami pszennymi (7,3%) i oblany białą czekoladą (32,2%).
Maliny to aż 1,5 %.

Po tym, jak otworzyłam przepiękne opakowanie, uderzył mnie "wściekły" malinowy zapach, z pięknem nie mający nic wspólnego, przywodzący za to na myśl cały gang różowego badziewia pokroju sztucznych lizaków, orandżadek w proszku i gum rozpuszczalnych. Zza tego wychylała się jeszcze mdła słodycz białej polewy.

Zapach odpowiadał wyglądowi wafelka, bo również był okropny i po prostu "tani". Ostrożnie odkroiłam 1/3, mimo że najmniejsza ochota na to coś uciekła już daleko ode mnie.

Przyznam, że trochę pobawiłam się w rozdzielanie na warstwy, żeby najpierw popróbować wszystkiego osobno, dopiero potem wgryzłam się w całość.

Biała polewa (zwana przez producenta białą czekoladą) była po prostu słodko-mdła i tłusta. Najkrótsze i najtrafniejsze jej określenie to tania.

Na samym wierzchu nie przeszkadzała jednak aż tak bardzo, bo chrupki okazały się całkiem wyraziste w smaku. Wnosiły zbożowo-pieczony, nawet odrobinkę słonawy, posmak, co naprawdę dobrze wyszło. Były bardzo chrupiące, co całości nadało porządnego wafelkowo-chrupaczowego charakteru. Niestety, przy kremie ich smak się zatracał, podobnie jak nieźle wypieczonych i chrupiących warstw waflowych.

To samo z warstwą ciemnej czekolady - "wyłuskana" osobno była ok, bo słodka, ale i wyraźnie kakaowa, a w całości tonęła zupełnie.

Tak wspominana "całość" została bowiem zdominowana przez krem malinowy o sucho-tłustej konsystencji. W smaku odzwierciedlał zapach. Był obrzydliwie sztucznie malinowy, który był jednocześnie przesłodzony i o wiele za kwaśny. Znowu można tu wypisać wszystkie gumy, oranżadę, cukierki o chamskim smaku. Kwach, wyczuwalny wręcz kwas cytrynowy, miażdżył chemią zwłaszcza pod koniec przegryzania, zostawał w posmaku.

Wafelek (wafle i chrupki) miał lekką strukturę, ale i tak wydawał się strasznie ciężki przez tłustość kremu i polewy, a także przez smak. Ten był napastliwy i przesadny. Strasznie słodki oraz strasznie sztuczny i kwaśny. Maliny czuć bardzo wyraźnie... ale to takie laboratoryjne, chemiczne maliny, które krzaka nigdy nie widziały.
Mam jednak świadomość, że to wafelek, słodycz ze zwykłej, sklepowej półki - przyznaję więc punkty za chrupkość, chrupki zbożowe oraz sam pomysł, bo np. warstwa ciemnej czekolady to coś naprawdę oryginalnego.

To jakaś kpina w porównaniu do pysznych Princess Dark (tak swoją drogą, znowu do nich ostatnio wróciłam i mimo że nie robią na mnie już takiego wrażenia, jak za pierwszym razem, to i tak są moimi ulubionymi wafelkami obok Familijnych chałwowych). Dziś opisywana Princessa utwierdziła mnie jednak w przekonaniu, że tamte wyszły tak dobrze, bo owoce były jedynie subtelną nutką. Tutaj... smak jest o wiele za mocny, chemiczny. Ledwo podołałam tej 1/3 wafelka, reszta wylądowała w koszu a ja pobiegłam ratować się czekoladą 100 % (Original Beans Cusco Chuncho 100 % - swoją drogą, takiego owocowo-asflatowego kwachu mi trzeba było!), a potem jeszcze kawą-siekierą.


ocena: 2/10
kupiłam: Lewiatan
cena: 1,69 zł
kaloryczność: 545 kcal / 100 g; sztuka (33g) - 180 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: czekada biała 32,2% (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, oleje roślinne : palmowy, shea; serwatka w proszku, emulgatory: lecytyny, naturalny aromat), 
olej palmowy, czekolada deserowa 12,1% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, oleje roślinne: palmowy, shea; tłuszcz mleczny, emulgatory: lecytyny, E 476; ekstrakt wanilii), mąka pszenna, płatki pszenne 7,3% (mąka pszenna, cukier, skrobia pszenna, cukier karmelizowany, emulgator: lecytyny, sól, substancje spulchniające: węglany sodu),
cukier, serwatka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, mąka ryżowa, suszone maliny 1,5%;
regulator kwasowości: kwas cytrynowy; substancje spulchniające: węglany amonu, węglany sodu; naturalny aromat, emulgator: lecytyny; suszony zagęszczony sok z buraka czerwonego, sól, maltodekstryna

23 komentarze:

  1. Już sam fakt, że ten wafelek jest w białej polewie a ja ogólnie nie przepadam za Princessą bo ma zbyt delikatne wafelki (przyznam, że były dwie, które uważałam za smaczne:kokosowa dark i truskawkowo-jogurtowa), sprawia, że nie czuje potrzeby jej zakupu i spróbowania ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię Princessy ogółem (dlatego wciąż jestem w szoku, że takie dobre te Dark zrobili). Ostatnio próbowałam kokosową - fu, a wspomnianej kokosowej dark to nawet nigdy nie widziałam. Pewnie jeszcze czasy, gdy u mnie same osiedlaki, a nie markety, były. :P
      Nie próbuj jej, bo umrzesz, serio. Obrzydlistw.

      Usuń
    2. Wyjątek od reguły - Baron, ktory z reguły ma złą opinię też potrafi zrobić "lepszą" tabliczkę :P
      Princessa kokosowa? Moja siostra lubiła (teraz to nie wiem) i wiele osób lubi... a ta w białej polewie jest "fu" (dokładnie). Za dzieciaka jadłam wyżej wspomnianą kokosową dark - smakowała mi, pewnie dlatego, ze była dark :P Kokosowa dark chyba nie była długo.. ja ją po raz pierwszy zjadłam na wycieczce do Nałeczowa a u siebie jej nie widziałam ;/

      Spokojnie... nie kupię bo to Princessa i biała polewa :P

      Usuń
    3. Czyli dobre parę lat temu, czyyli... u mnie jedyny market, jaki istniał to był Plus, czyyli... nie dziwię się, że nawet jej nie widziałam. :>

      Usuń
    4. Szkoda... jestem ciekawa, czy by Ci posmakowała :)
      A jogurtowo-truskawkową jadłaś? ;)

      Usuń
    5. Nie, ta akurat była w czasie, gdy unikałam rzeczy truskawkowych jak ognia. Obecnie tego, co może być sztucznie truskawkowe nadal unikam, ale polubiłam np. Zottery truskawkowe itp. Bo truskawy świeże to kocham nad życie. :D

      Usuń
    6. Teraz truskawka przeważnie jest sztuczna... Kiedy cukierki Mister Ron były smaczne a potem raptem się zepsuły... to już nie to samo (mi i mojej rodzinie przestały smakować). Truskawki - polskie truskawki to jest życie :D

      Usuń
    7. Już jak byłam dzieckiem uważałam, że to jedne z najgorszych cukierków, jakie istnieją. :P

      Wiesz, ja bym nie powiedziała, że jest przeważnie sztuczna. Jak kupuje się określone rzeczy to prawdopodobieństwo na trafienia na sztuczną truskawę jest znikome, a nawet prawie równe zeru. :P

      Usuń
    8. Kiedy uważałam je "lepsze" miałam może 6-7 lat ale też nie zjadałam ich w hurtowych ilościach, tylko max 2 (bo nikt ich nie kupował, tle co ktoś nimi poczęstował). Może dlatego, że były jedzone "od Święta", wydawały się smaczne... może przez cały czas smakowały tak samo albo kubki smakowe nie były jeszcze tak "wysublimowane" :P Z takich tańszych cukierków cukierki Elf, tylko ich smaku już nie... One były kokosowe? ;P

      W takim razie jaka ta truskawka jest? ;P

      Usuń
    9. Mnie nie pytaj, nigdy nie lubiłam cukierków już z racji ich formy, nawet Michałki jakieś jadłam chyba raz. xD

      Truskawka jak jest truskawką jest truskawkowa. :P Jak np. w Zotterach - truskawka, a nie aromaty, więc wtedy smacznie.

      Usuń
  2. Tak myślałam,ze w twoich oczach ona dobrze nie wypadnie ;) Mi za to bardzo smakowała,nawet bardziej niż Dark ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak byłaś hojna w kwestii punktów, to jest tak niedobre, że aż śmieszne. A jestem osobą, która lubi kokosową Princessę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiadomo, czy się śmiać przy tym, czy płakać. :P Zawyżone 2 - brawo, Nestle, brawo!
      Lubisz kokosową? Kurde... kiedyś uwielbiałam, a teraz... o nie!

      Usuń
  4. :D :D :D To była najzabawniejsza recenzja jaką u Ciebie przeczytałam, czasami zastanawiałam się czy śmiać się czy płakać! A epitety iście poetyckie! ,,wściekła", ,,napastliwy", ,,badziewie"- pozwól, że wzbogacę swoje recenzje tymi epitetami bo je pokochałam :D Podpisuję się pod recenzją rękami i nogami. Swoją drogą dzielna jesteś, bo myślałam, że po kęsie odrazu utopiłaś go bez skrupułów w koszu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korzystaj! Niechaj ta Princessa chociaż do tego się przyda. :P 1/3 wafelka to pewnie takie normalne dwa kęsy, a wiesz... jeden musiałam nożem dokładnie "rozdziabać". xD

      Usuń
    2. hahaha, a dobrze mu tak! Niech ma za swoje xD

      Usuń
  5. Ja oddzielnego smaku warstw - białej i ciemnej - nie czułam. W chrupkach rzeczywiście była sól, to na plus. "Sztuczny" jest najlepszym słowem określającym ten produkt. Ale ;> Recenzja w przyszły poniedziałek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę było czuć. Najpierw rozwarstwiany kawałeczek spróbowałam, to może to dlatego.
      Czyżby 0 chi? :> Czy już koniec naszej zgodności?

      Usuń
  6. Właśnie ze względu na tą chemiczność nie kupiłyśmy tego wafelka.
    Ale o Familijnych chałwowych przez Ciebie myślimy cały czas xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że jej nie kupiłam :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie kupiłam bym sama z siebie tego wafelka bo ma" maliny" 1,5 % hihi . Ja nie jestem fanką malinowych rzeczy w takiej postaci jak już to mają być całe kawałki owocków liofilizowanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodów, dla których nie warto kupować tego wafelka można by wymieniać... chyba nieskończoność.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)