piątek, 11 sierpnia 2017

Georgia Ramon Congo Forastero & Trinitario 100 % ciemna z Kongo

Kupując czekolady Georgia Ramon wybrałam "po trochę z każdej kategorii", a więc z dodatkami, setki, ciemną i mleczną, żeby ogólnie sobie jakąś opinię wyrobić. Z dodatkami (migdałowa z dynią i biała brokułowa) zawiodły, ale na szczęście nie jakością, dlatego liczyłam, że z setkami będzie inaczej. Byłam ich bardzo ciekawa, bo miejsca pochodzenia kakao wybrano niezbyt powszechne. Na pierwszy ogień wybrałam tę... właściwie nie kierując się niczym konkretnym. To, że kakao pochodzi z pasma zwanego Górami Księżyca (Ruwenzori) doczytałam już po degustacji. Jednak... czy w miejscu o takiej nazwie, będącym górskim pasmem wulkanicznym, gdzie mimo surowych warunków rośnie kawa i wanilia, może urosnąć złe kakao?

Georgia Ramon Congo Mountains of the Moon Forastero & Trinitario 100 % to ciemna czekolada o zawartości 100 % kakao (blend forastero i trinitario) pochodzącego z Kongo.
Czas mielenia kakao tej czekolady wynosi 24 godziny, a konszowania - 12 godzin.

Jeszcze zanim na dobre otworzyłam opakowanie, poczułam zapach suszonych ziół i dymno-palony motyw ewidentnie kakaowego pochodzenia. Po zbliżeniu nosa do ciemnej tabliczki poczułam moc statecznego kakao właśnie, bezkresną czekoladowość z nutką, którą sobie nazwałam "niesetkową słodyczowością", co w trakcie degustacji zmieniłam na "prawie wanilię".

Czekolada nie wyglądała na zbyt mocną smakowo. Przy łamaniu trzaskała niczym cienkie gałązki, ale w ustach nabierała mocy i robiła się dziwna. Wydała mi się niecodziennie sucha, choć była też nieco tłusta. Ten efekt i poczucie niegładkości przywodził na myśl rzeczy z mąki migdałowej albo jakiś dawno zastygły sos albo (tutaj wspomogłam się recenzją Basi o co prawda zupełnie innej czekoladzie, ale także z Kongo) rozciamkaną skórkę chleba. To było takie... gumiasto-gliniaste i bardzo klejące. (Poczytałam trochę w internecie, bo zainteresowałam się tym, że czekolada konszowała tylko 12 godzin - długie konszowanie zmniejsza lepkość, więc chyba mamy przyczynę, bo piszą, że przeważnie konszuje się 2 doby.) Czułam, że to mogłoby mnie zmęczyć, gdyby nie było równocześnie tak ciekawe. 

Od pierwszego kęsa naszło mnie skojarzenie z bardzo maślaną tartą wiśniową i nie opuszczało aż do końca degustacji. Chwilami słabło, ale cały czas gdzieś chociaż w tle się kręciło. 

Poszczególne części tejże tarty trochę się rozdzielały i tak oto do smaku wypieczonego, raczej neutralnego spodu tarty dochodziła nutka orzechowo-migdałowa ze znacząco palono-pieczonym zatarciem. Był to stateczny smak, w którym z czasem rozwijała się dymna gorzkość jednoznacznie kojarząca się z kawą i kakao. Czułam więc przede wszystkim gorzkość, ale o łagodnym, nieordynarnym wydźwięku.
W dużej mierze na pewno złagodził ją słodkawy, waniliowy posmak. Wraz z maślanością przez moment kojarzył mi się nawet z... białą czekoladą. Ogólna słodycz wzrosła, ale jakby się zorientowała, że jest trochę nie na miejscu i przybrała bardziej suszonoowocową postać. 

Mniej więcej od połowy rozpływania się kawałka, robiło się bardziej owocowo, choć wciąż wszystko wydawało się nieco osnute dymem. Doszukałam się tu suszonych i wędzonych śliwek, przy których wzmocniła się nuta wiśni. Połączenie tych owoców wydało leciutki kwasek, ale i pewną żywszą słodkawość.

Po chwili jednak znów to suszono-palone nuty zwróciły na siebie uwagę. Stateczna gorzkość, łącząc się z wanilią, uwolniła smak prawie roślinny, może odrobinę ziołowy. W tym towarzystwie palona, odymiona kawa wyszła na wierzch i właśnie z jej posmakiem pozostałam na jeszcze bardzo długo.

Ta czekolada zaskoczyła mnie paroma rzeczami. Przede wszystkim tym, jak słodka i łagodna się okazała. Łagodna i w gruncie rzeczy stateczna. Ta cała maślaność tarty, wiśnie, słodycz i wanilia ciekawie połączyły się z dymną palonością, która wydawała się cechą charakterystyczną tej tabliczki, mimo że nie powiedziałabym, żeby kakao było specjalnie mocno palone. Pomijając niecodzienną konsystencję, odebrałam ją jako łudząco podobną do (również z Kongo) Original Beans Cru Virunga 70 %. Smakowała mi, ale nie ukrywam, że w setkach nie szukam aż takiej maślaności. Przez jej słodycz i lepką konsystencję wiem, że była dobra na raz; to nie jest czekolada, do której chciałabym wracać.


ocena: 8/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 22 zł (za 50g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 568 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa

17 komentarzy:

  1. charlottemadness11 sierpnia 2017 07:14

    W setkach preferuję tą szorstkość i nutę wytrawności,brak gładkości chropowatość.A tu zaskakuje maślaność słodycz i lepkość,tak jak w słodkiej,gęstej mlecznej tabliczce.Choć ta cała maślaność tarty, wiśnie, słodycz i wanilia brzmią kusząco to nie pasują mi do seteczki :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi też zupełnie to nie pasowało, fałszowało (że się tak muzycznie wyrażę).

      Usuń
  2. Podoba mi się opakowanie:) czekolada też bardzo interesująca ze względu na pochodzenie:) co prawda nie dostała 10 ale i tak smakowita:) może kolejne zasłużą na maksymalną ocenę:)
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
  3. Setka i "słodka" a do tego maślana - no ciekawe :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście nie wiemy jak byśmy na setkę zareagowały ale kolorowe opakowanie bardzo nam się podoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ta na pewno nie byłaby dla Was za mocna czy coś. ;P

      Usuń
  5. Któryś Zotter, chyba Kongo, którego recenzję tu linkowałaś, to też czekolada z tego rejonu (Góry Księżyca), ale moc inna, więc trudniej porównać. W sumie nuty ciekawe, delikatność nie musi być zła, ale za maślanością w setkach też nie przepadam. Przecież Cluizel pokazał, że można zrobić niezwykle łagodną czekoladę o bardzo wysokiej zawartości kakao (w tym przypadku 99%), bez efektu "tłustości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie. Zgadzam się, że często łagodność jest dobra, gdy towarzyszy jej charakterek. Bez niego to nuda...

      Usuń
  6. Naturalnie nie wyczułabym nawet połowy tego, co czułaś Ty, niemniej macie - Ty i czekolada - moją uwagę. Już w chwili, gdy napisałaś o tarcie, byłam kupiona. Myślisz, że to jest setka, która by mnie przekonała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, by Cię przekonała, ale myślę, że mogłabyś ją zjeść bez problemu, jak jakąś około 80 % czy coś (Original Beans o takie zawartości Ci przecier smakowała).

      Usuń
  7. Oke, zaufam Ci i na wszelki wypadek jej nie kupię :'D

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie ją jem. O MATKO JAKIE TO DOBRE!!!! :D Zaskoczyła mnie bardzo... recenzja pewnie za miesiąc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się jednak już teraz! I, że Ci aż tak smakowała, i że wreszcie porównam z kimś doznania. :D

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)