wtorek, 16 lutego 2016

Pralus Ecuateur 75 % ciemna z Ekwadoru

Nasza (a właściwie moja) przygoda z czekoladami Pralus była jednocześnie krótka i długa. Trwała krótko, bo wszystkie degustowałam w ciągu jednego weekendu, jednak strasznie ją przeciągałam, publikując recenzje w pewnych odstępach czasu. Uznałam, że dla tych niezbyt zainteresowanych ciemną czekoladą bez dodatków z różnych miejsc na świecie, jedna po drugiej, byłaby... ciągle jednym i tym samym. Ja musiałam sobie nieco jeszcze przemyśleć, żeby opisać to wszystko w jak najbardziej opisowy sposób i teraz, pisząc ostatnią recenzję z serii, mogę powiedzieć, że po części mnie ona zmęczyła, a po części... była to wspaniała przypada. Dlaczego wspaniała? Chyba nie muszę wyjaśniać, a dlaczego zmęczyła? Na podstawie 5g, próbowałam wychwycić jak najwięcej, a czasami było to po prostu niemożliwe i męczy mnie trochę fakt, że nie mam możliwości spróbowania wszystkiego w większym rozmiarze.
Tak czy inaczej, ostatni Pralus przed nami.

Pralus Ecuateur 75 % to ekologiczna czekolada ciemna z ziaren trinitario z Ekwadoru, która jednak nie jest aż tak zwyczajna, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Została zrobiona z typowo ekwadorskiego kakao, zwanego "arriba", pochodzącego z prowincji Buena Fe Los Rios. Czyżby był to Ekwador w "pigułce"?

Otworzyłam opakowanie z myślą, że właściwie chyba nic mnie już nie zaskoczy w czekoladzie, ale... była to myśl zupełnie błędna. Żółty ser i żurawina-wiśnia? Co proszę? Tego to się zupełnie nie spodziewałam (ale chętnie zjadłabym Zottera o takim smaku).

Włożyłam kawałek czekolady do ust i poczułam cierpkość z lekkim kwaskiem, który był w 100%-ach owocowy. Najpierw pomyślałam o niedojrzałej wiśni, ale gdy tylko czekolada zaczęła się konkretniej rozpuszczać, wyraźnie czułam cytrusy. Dokładniej skórkę cytryny.
Czekolada rozpuszczała się w miarę zwyczajnie, ale raczej wolno niż szybko.

Ten kwasek nie był już taki jednoznaczny, po dłuższej chwili zastanawiania się nad nim. On jakby spod czegoś się wyłaniał i to coś dominował. Tylko co to było? Już po degustacji przyszedł mi do głowy solony karmel i to chyba dość trafne określenie, chociaż ta czekolada nie była ani trochę słona.

Na jaw wyszła tu także tanina i prażone ziarna kawy z mgiełką orzechów. Właściwie, mogłabym to zręcznie opisać jako świeżo zmieloną kawę o orzechowym zabarwieniu smakowym. Taak, to jest to.
Żeby nie było zbyt kawowo, do kawy "doniesiono" mi... pierniczki w lukrze. Tak, lekko lukrowa słodycz i taka "piernicznokwatość". Nie było to zbyt ordynarne, tylko taki posmak grający na wyobraźni. W bezkresności kakao jak widać, nawet pierniczek się znajdzie.
Słodycz jest tu wbrew pozorom delikatna i trochę ugina się pod smakiem skórki cytryny.

Posmak po niej utrzymuje się jeszcze bardzo długo, nie wiem, czy nie najdłużej ze wszystkich próbowanych neapolitanek.
Ta była dość stateczna, ale ze specyficznymi, zagadkowymi przebłyskami. Zwłaszcza zapach mi się spodobał, szkoda, że smak nie był do niego zbliżony.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam od Sekretów Czekolady
cena: -
kaloryczność:  nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: kakao, cukier, czyste masło kakaowe, lecytyna sojowa bez GMO

Pozwolicie, że nie będę pisać żadnego ambitnego podsumowania wszystkich 10-ciu. Każda z nich była zupełnie inna i warta spróbowania. Do niektórych chciałabym jeszcze wrócić i szczerze mogę je polecić. Utwierdziłam się w przekonaniu, że trzeba kiedyś będzie spróbować czekolady 100 % tejże firmy. Na które warto zwrócić uwagę w pierwszej kolejności? Każdy na pewno sięgnął by po inne tabliczki.

Madagaskar: soczysta i cytrusowa; głównie kwaskowata, ale nie porywająca
Sao Tome & Principe: gorzka, lekko słodka o silnie palonych nutach z motywem kawy - dynamiczna i zarazem monotonna... intrygująca
Papouasie: Kwaskowata na sposób owocowy. Cytryna, truskawki, rabarbar i czekoladowe ciasto - przepyszna, konieczna do spróbowania
Trinidad: ziołowo-korzenna, słodkawa... przepyszna i (jak na razie) niepowtarzalna - zaintrygowała mnie chyba najbardziej (na pewno spróbuję 100 g jak będę miała okazję)
Venezuela: odważna; palony karmel, toffi, sporo maślanego smaku i, paradoksalnie, orzeźwiająca - nie każdemu może posmakować, chociaż w mój gust trafiła
Indonesie (Jawa): mocna; ziemista, dymna, kawowa, ale także lekko cytrusowa i słodkawa - taka "moja"
Ghana: gorzko-słodka z motywem wiśni i cynamonu; na tyle nieodgadniona, że wiem, że koniecznie muszę spróbować wersję 100 g - czuję, że gdyby bliżej jej się przyjrzała, mogłaby trafić na listę moich ulubionych czekolad
Colombie: bardzo prażona i w gruncie rzeczy prosta; dominujące nuty to karmel i migdały
Tanzanie: cierpka z wieloma nutami do odkrycia: wino? żurawina? karmel? Nie wiem, bardzo namieszała mi w głowie, koniecznie chcę spróbować pełnowymiarową
Ecuateur: stateczna o prostych, orzechowo-kawowo-pierniczkowych akcentach; raczej słodkawa

19 komentarzy:

  1. Bardzo mi sie podoba, nawet przez ten zapach sera! Swoja droga, uwiebiam oscypek z zurawina... Tez bym chetnie takiego Zottera wszamała xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tę najprawdziwsze oscypki to ja ze wszystkim i bez niczego kocham!

      Usuń
  2. charlottemadness16 lutego 2016 06:26

    Te "czekoladki" kuszą wręcz,by spróbować je w 100g wersji.Swoją zagadkowością bardzo mnie intrygują, a tym bardziej,że "pałam" do gorzkich/deserowych czekolad, bo to one skrywają największe tajemnice :>.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje marzenie... w sensie 100 gramowe wersje.

      Usuń
  3. Przejrzałam sobie większość, aby przypomnieć recenzje i chcąc wybrać faworyta, ale nie potrafię. Każda ma w sobie coś wyjatkowego, są lepsze i gorsze, mnie najbardziej intrygowały ty w których wyczułaś motyw kawy. Nie muszę Ci mówić jak wielką miłością do niej pałam. :D Nawiasem mówiąc właśnie jedną piję. :D Słodycze kawowe ostatnio smakują mi nadwyraz nie wiem dlaczego, kiedyś mówiłam, że nie tknę wyrobu, który jak na słodycz przystało nie jest słodki. Obecnie się to zmienia choć tiramisu jak mi nigdy nie smakowało tak nie smakuje nadal. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gust się chyba w każdym wieku może trochę zmienić.
      Ja niby mam kilka takich, na których wyjątkowo mi zależy, ale... pragnę wszystkie w wersjach 100 g. Pewnie gdybym mogła kupić, zaszalałabym z większością, tak jak w przypadku Domori zamówiłam wszystkie.

      Usuń
  4. Nasza, nasza. Nie ujmuj nam roli w tej przygodzie :P Podsumowania są super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niech będzie i nasza. ;P Dobrze, że odczuciami przyszło mi się dzielić, a nie czekoladami, bo przy ich gramaturze... ekhem.

      Usuń
  5. I tak, mimo niewielkich rozmiarów, świetnie sobie poradziłaś z opisem wszystkich smaków.
    Kiedyś serowy aromat w czekoladzie by mnie zszokował. Teraz? Pomyślałam o oscypku i nabrałam ochoty. Rzeczywiście szkoda, że w smaku tego nie było czuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś to w ogóle nie pomyślałabym, że to możliwe. Jednak po tej czekoladzie i po Zotterze z Ekwadoru, ekwadorskie czekolady chyba zaczną mi się z serami kojarzyć.

      Usuń
  6. Ale kusisz tymi Pralusami, na pewno kupię, jeśli uda mi się dopaść jakąś tabliczkę (neapolitankom mówię "nie" :). Będziesz robiła recenzję Zottera Belize Special 72%? Jest naprawdę fajny i łatwo dostępny. Może jakieś recenzje Surovital/COCOA (na razie tylko jedna była) - właśnie odkryłem, że są w Carrefourach i to dość tanio - chowały się w dziale z jakąś ekologiczną czy tez zdrową zywnością, a ja szukałem ich w słodyczach. To oczywiście tylko pytanie, niczego nie ośmielę się sugerować, każda twoja recenzja cieszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę, ale kiedy? Nie mam pojęcia - mam bardzo długie listy. Surovital nawet nic kupionego obecnie nie mam, a tyle czekolad czeka, że trochę poczekam z ich zakupem. ;)
      Taak, ja nawet Carrefour'a nie mam, ale od czego jest Tesco? One tam na szczęście także są już w stałej ofercie chyba (a przynajmniej mam taką nadzieję, bo prędko się po nie nie wybiorę).

      Usuń
  7. Nasze TOP3 które chciałybyśmy spróbować najbardziej to Papouasie, Trinidad i Ghana :) Czujemy, że to są tabliczki dla nas :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jadłam dzisiaj pierwszy raz 70-cio % tabliczkę z kakao z Ekwadoru i naprawdę intryguje mnie, że odkryłam zaledwie jeden taki sam smak jak ty, poza nim moje odczucia sporo się od twoich różnią. Niby inny produkcja, parę procent różnicy, a odbiór tak bardzo inny. Czekolada to o wiele bardziej skomplikowana sprawa, niż kiedyś myślałam :>
    Tę recenzję wraz z podsumowaniem dodaję do zakładek i gdybym narzekała kiedyś na brak pomysłów i nadmiar gotówki (hahahahahaha ;-;) to rozejrzę się za którymś (?) z tych Praulusów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cóż to była za czekolada? :D
      A właśnie, produkcja, każdy jej szczegół i wszystko może przybrać zupełnie inny wydźwięk. Świat czekolady jest niezwykle intrygujący!

      Usuń
    2. Kiedys próbowałem porównać kilka czekolad 70% z Wenezueli, każda smakowała inaczej.

      Usuń
    3. Aż dziwne, że na tylko tyle próbowanych przeze mnie z Ekwadoru i tu, i w Zotterze na motyw sera trafiłam.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)