środa, 17 lutego 2016

Ritter Sport Edel-Bitter 73 % ciemna z kakao z Ekwadoru

Dla moich stałych czytelników chyba nie będzie niczym zaskakującym to, że zwykłych czystych mlecznych czekolad nie kupuję. Są dla mnie za nudne i przewaznie za słodkie. To dodatki zazwyczaj je uatrakcyjniają. Co się zaś tyczy ciemnych tabliczek... Kocham te najwyższej jakości, ale gdy po męczącym dniu najdzie mnie głód kakao, a na głowie wciąż mam za wiele spraw, by zwolnić i podelektować się czekoladą, szukam dobrych i prostych (i tańszych) propozycji.

Tutaj odnajdują się oczywiście 70-tka Lindt'a, a także 74 % Schuetzli, która zachwyciła mnie mimo odtłuszczonego kakao w składzie, bo w smaku... po prostu się nie ujawniło. Lindt jednak dość wysoko się ceni, a Schuetzli pojawia się tylko podczas tygodnia alepejskiego (i to nie zawsze).

Ritter Sport Edel-Bitter 73 % kakao zwróciła na siebie moją uwagę już jakiś czas temu. To taka czekolada-zagadka. Chodzi mi o jej skład, który można sobie podejrzeć tutaj: oficjalna strona. Zawartość kakao to 73 %, z czego 40 % to kakao Arriba z Ekwadoru. Tę tabliczkę od wersji 71 % (kiedyś ja próbowałam) różni te 2 % oraz... zawartość tłuszczu mlecznego. Czy to się jakoś przełoży na smak? Nie wiem, do tamtej niestety też się nie odniosę, bo już jej nie pamiętam, ale kojarzę, że jadłam i tyle. Chciałabym je kiedyś porównać.

W końcu rozerwałam klasyczne opakowanie Rittera i zamarłam... ale jak to?! Klasyczny podział tabliczki na kostki 4x4 zastąpiono jakąś drobnicą przyprawiającą o oczopląs? Taki zabieg zupełnie mi się nie podoba.

Ciemny, prawie czarny, oraz matowy kolor wydał mi się jakiś taki przeciętny, a zapach przy pierwszym kontakcie skojarzył mi się z płaską Belgian ze słodzikiem.

Kiedy zbliżyłam ponownie całą tabliczkę do nosa, poczułam zapach już nieco wyraźniej - było to po prostu kakao bez okrojenia, ale i bez porażającej smakowitości. Właściwie nie mam do czego się przyczepić.

Czekolada była bardzo twarda, a gdy kostka znalazła się w ustach, okazało się, że rozpuszcza się bardzo powoli, wręcz ciężko. Trochę ją poprzewracałam, a wtedy zaczęła nabierać tempa, ale poszło to w kierunku, który średnio mi do gustu przypadł: bardzo, ale to bardzo maślany. Wręcz czułam posmak masła. Całe szczęście, że masła, a nie np. margaryny.

Na szczęście, zatapiał się on w prawie lekko głębokim smaku kakao. To ono wiodło tu prym (mimo że otoczone masłem i słodkością, do której zaraz przejdę). Wyraźnie czułam tu silnie palone nuty, którym nie można odmówić charakterystycznej gorzkości. Nie była to gorzkość gryząca, a taka wkomponowana w smak... nieco przypalonego ciasta typu murzynek, do którego dodano za dużo masła. 
Wokół niego roztaczała się nuta spalonego drewna - zapach ogniska, które wygasło parę godzin wcześniej (to tylko skojarzenie). Pokusiłabym się o rzucenie skojarzenia z prażonymi (bardzo, bardzo długo prażonymi) orzechami. 

Słodycz, o której wcześniej wspomniałam, wydaje się silniejsza, niż po tej zawartości można by się spodziewać, a równocześnie jest tylko dodatkiem; nie narzuca się zbytnio dla samego kakao. Znalazła swoje miejsce przy maślanej nucie i gdzieś tam została. Skutecznie jednak podziałała na to, że nie można nazwać tej czekolady jednoznacznie gorzką, a raczej gorzkawą (mówię o smaku, a nie podziale na "gorzkie" / "ciemne" itp.).

Kiedy po długim czasie kawałek czekolady znika, pozostawia po sobie lekkie poczucie suchości w ustach, które ze ściąganiem nie ma nic wspólnego.

Bez dwóch zdań Lindt i Schuetzli smakowały mi bardziej, ale to wciąż smaczna i tania czekolada. Skład ma prosty, a cenę bardzo niską. Pewnie, że wolałabym nieco mniej słodkości i maślaności, ale i tak z czystym sumieniem ją polecam, gdy nie ma nic lepszego do wyboru.


ocena: 8/10
kupiłam: nie pamiętam już
cena: około 5 zł
kaloryczność: 603 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie wiem (jak zostanę bez żadnej czekolady, a w sklepie jedyną ciemną będzie ta, to może tak)

Skład: masa kakaowa (z czego 40 % to kakao arriba), cukier, tłuszcz kakaowy, masło klarowane, ekstrakt z wanilii

29 komentarzy:

  1. Hahaha, ale sie zdziwilam, jak zobaczylam ten podzial kostek, myslalam, ze kupilas taka wielka czekolade, jakie Rittery sie czasami zdazaja np. w Almie xd
    A jej akurat nie probowalam, e poki co poluje na polecanego przez wszystkich Schuetzli. Tygodniu alpejski, kiedy nadejdziesz? Xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, wielkiego Rittera w życiu bym nie kupiła! :P
      Poluj, poluj. :D Ja też czyham, to sobie zapas zrobię.

      Usuń
  2. charlottemadness17 lutego 2016 07:28

    Ta czekoladę jadłam na początku mojej przygody z czekoladami.Nawet pamiętam,że w miarę mi smakowała :> Ciekawe jakby moje kubki smakowe w chwili obecnej ją odebrały :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dalej by Ci smakowała. W końcu... przy tej zawartości kakao (i to nieodtłuszczonego) chyba nie może być paskudnie, co? :P

      Usuń
    2. charlottemadness17 lutego 2016 19:58

      Hmm.. W końcu fakt, czy jest to odtłuczone kakao, czy nie robi wielką różnicę, więc chyba nie byłoby tak źle :>

      Usuń
  3. Tej czekolady nigdy nie widziałam...
    Pierwszy raz spotykam się z czekoladą z masłem klarowanym w składzie... nie wiedziałam, że można spotkać go w czekoladzie. Prawda - lepiej, że to nie olej ale po co i masło w gorzkiej czekoladzie? Głupota...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już któryś raz się z czymś takim spotkałam. Gdybym miała robić czekoladę, nawet bym na pomysł wsadzenia tam masła nie wpadła, no ale cóż... widać bali się, że za dobrze wyjdzie.

      Usuń
  4. O ja, ile kostek. Pomyślałam, że kupiłaś dużą tabliczkę, a o normalna 100 tyko z dziwnym podziałem. Tej ritterki nigdzie nie widziałam i jakoś nie za bardzo mi z tego powodu szkoda. Mogę się przekonywać do gorzkich czekolad, ale na razie ostrożnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta wydaje mi się nawet ,,znośna" w sensie mojej tolerancji na zawartość kakao. Myślę, że mnie by zadowoliła, bo nie wykrzywiłabym się podczas jej jedzenia. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, bo w sumie jest bardzo przystępna dla każdego.

      Usuń
  6. Pamiętam ją doskonale i bardzo lubię. Dostałam za znalezienie telefonu starszej pani, co w sumie jest fajne, bo inaczej mogłabym nie mieć szans na jej spróbowanie (czekolady, nie starszej pani). Kosteczki mnie rozczarowały. Nie lubię ani takich malców, ani dużych (z 65-gramowych Ritterek).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym zdecydowanie wolała duże kostki. Tak to ani zjeść jedną, bo jakoś mało i kwadratowo dziwnie, ani dwie...

      Usuń
  7. Może z tym masłem starają się naśladować niektóre Lindty? Zwłaszcza w Lindorach to masło jest przesadzone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, z tym że powinni ogarnąć, że akurat Lindory wcale nie są warte naśladowania (z tego co czytałam).

      Usuń
    2. Ta czekolada z opisu wygląda na rozczarowanie, taka zwykła, po prostu kakaowo-maślana, a przecież z ziaren Arriba można wspaniałe rzeczy wyczarować.

      Usuń
    3. Nie przy masowej i komercyjnej produkcji. Rozczarowanie takie wielkie to nie było, bo na szczęście na nic wybitnego się nie nastawiłam.

      Usuń
  8. Kiedyś wrzuciłyśmy parę takich kostek do budyniu waniliowego i jak się rozpuściły to był to dopiero raj na ziemi, o wiele lepsze niż z jakąś inną ciemną czekoladą (oczywiście z tych tańszych) :D A mamo, jakie to było dobre aż znów nabrałyśmy na to ochoty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie przez to, że jest taka maślana. :D Szkoda, że wrzuciłam tę recenzję po skończeniu czekolady, bo bym Waszego sposobu spróbowała.

      Usuń
  9. Hahaa, ja naiwna, myślałam że po tej recenzji będę pewna: chcę/nie chcę, jadę po nią/nie jadę, a w rzeczywistości 'nie wiem' bardziej niż wcześniej :') Tak duża maślaność w takiej czekoladzie? To mi nie pasuje, nie ogarniam tego. Z drugiej strony smak przypalonego murzynka i orzechy.. Agh >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwróć uwagę na to, że to tylko leciutkie nutki i skojarzenia, a maślaność jest pewna i dość silna. ;P

      Usuń
    2. ...Szlag xD Chyba dam sobie z nią spokój.
      (Jak już faktycznie tak postanowię, na 99% znajdę ją na sklepowej półce :'))

      Usuń
    3. Wrzuć na luz, a jak kiedyś znajdziesz i dalej będziesz ciekawa, to w sumie możesz zaryzykować, bo jest w porządku, tylko taka no... maślana, ostrzegam.

      Usuń
  10. Ja też staram się unikać takich zwykłych czekolad, a jak dostanę to niezbyt jestem zadowolona (szczególnie jak babcie pakują mi zawsze w łapki mlecznego/gorzkiego Wedla lub Wawela brry :/), ale ten RS jest boski! Uwielbiam go i bardzo często kupuję w Lidlu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w Lidlu był chyba tylko raz... dyskryminacja! :(
      Tak, ja kiedyś zawsze truskawkowego Wedla dostawałam haha, fu.

      Usuń
    2. U mnie w Lidlu można dostać tylko 4 smaki, tą, mleczną, miętową i truskawkową więc...:P

      Usuń
    3. U mnie tylko mleczna, marcepanowa i nugatowa - czasem jedną sztukę czegoś innego rzucą, ale cóż, zgodzę się, że jestem w lepszej sytuacji, haha. :>

      Usuń
  11. Eh, no nie szło dać 73% samego Arriba, nie szło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po co, skoro pewnie zapychaczy nikt nie poczuje? W ogóle, to jeszcze masło klarowane tam dajmy, a co! Jak szaleć, to szaleć!

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)