czwartek, 7 września 2017

A.Morin Perou Chanchamayo Noir 100 % ciemna z Peru

Czekolad z peruwiańskiego kakao zjadłam już sporo, w tym trzy setki o podobnych nutach. Najbardziej smakowała mi o dziwo zupełnie nieznanej mi marki Les Chocolats de Pauline Noir Perou 100 %. Po cichu liczyłam, że Morina - w końcu uwielbianej przeze mnie marki - będzie do niej podobna i że nie rozczaruje mnie jak Cote d'Ivoire Guemon Noir 100 %. Trochę się bałam, bo w końcu konsystencja zależy w dużej mierze od sposobu wyrabiania czekolady, a skoro z setkami Morina moje doświadczenie ograniczało się do jednej, nie najlepiej wspomnianej, nie wiedziałam, czy mają jakiś jeden sposób na wytwarzanie wszystkich setek.

A. Morin Perou Chanchamayo Noir 100 % to ciemna czekolada o zawartości 100 % kakao z Peru z prowincji Chanchamayo.

Po rozchyleniu sreberka poczułam bardzo intensywny i smakowity zapach, który bardzo mnie zaskoczył. Po pierwsze, nie wskazywał na czekoladę 100 %, po drugie... kojarzył się z kakao z Madagaskaru, bo przewijały się w nim cytrusy i grejpfruty oraz zdecydowana nuta kefiru w towarzystwie, już mniej madagaskarskiej, drzewności. Ona wnosiła pewną suchość stanowiącą kontrast do "mokrości kefiru".

Czekolada trzasnęła głośno, ujawniając czerwonawy przekrój. W ustach rozpływała się gładko, była tłustawa i mazista, ale w niczym nie przypominała tafli masła (co przeszkadzało mi w Cote d'Ivoire Guemon 100 %).

W pierwszej chwili wydała mi się zaskakująco słodka i łagodna. Spod tego zaraz zaczynał wypełzać kwasek, stający się chwilami mocnym kwachem. Ogólnie jednak naturalna, owocowa słodycz go łagodziła, co w połączeniu dało cały bukiet soczystych, dojrzałych i tych nie całkiem dojrzałych, pomarańczy i mandarynek. Chwilami kwasek tak się chował, że miałam wrażenie, jakbym jadła bardzo słodkie mandarynki. To było cudnie słodkie (jak na czekoladę 100 %) i cytrusowe zarazem. 

Dojrzałe mandarynki chwilami zagłuszała cierpkość grejpfruta, jednak ani na moment nie przychodził smak gorzki. Z tych konkretniejszych nut czułam za to dym, lecz też nie była to gorzkość. Dym otaczał wszystkie nuty przez cały czas, jednak był w tle, jedynie sugerował co nieco i skrywał orzechowy motyw.

W pewnym momencie ogólna kwaskowatość zabijała słodycz, a przez ogólną tłustość, skojarzyła mi się z maślanką; czułam taką maślankową maślaność. Może i coś kefirowo-śmietanowego. Wbrew pozorom nie był to kefir czy twaróg charakterystyczny dla np. Madagaskaru. Tutaj była właśnie taka kwaskowata maślaność.

Po tych nabiałowych występach udało mi się uchwycić w dymnej nucie dziwne skojarzenie... Wydawało mi się, że czuję smak zapachu książek. Pamiętałam to doskonale z A. Morin Perou Chanchamayo 63 %, więc ucieszyłam się jak dziecko (kiedyś to dziwne skojarzenie zwalałam na to, że "jeszcze u mnie kiepsko z rozpoznawaniem nut smakowych"). Ten motyw zmieniał się powoli w posmak nieprażonych migdałów. Kiedy już kawałek znikał z ust zupełnie, jeszcze długo po degustacji czułam właśnie migdały.

Ta czekolada zaskoczyła mnie chyba wszystkim, czym tylko się dało. Miała dobrą konsystencję i ciekawy smak. Różnił się nieco od reszty peruwiańskich setek (Zotter, Original Beans). Oprócz charakterystycznych dla nich nut cytrusów i dymu, Morin jakby udawał czekoladę z Madagaskaru. Podobała mi się też wyrazistość mandarynek i skojarzenie z książkami i migdałami.
Wolę klimat Les Chocolats de Pauline Noir Perou 100 %, ale ten Morin to naprawdę pyszna sztuka! 


ocena: 9/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 21 zł (za 100g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 672 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie wykluczam, ale i nie planuję

Skład: miazga kakaowa

15 komentarzy:

  1. Głośno trzaskająca gorzka czekolada to muzyka dla uszu :D
    "smak zapachu książek" - ale takich nowych, zakupionych jakiś czas temu, ale nie czytanych, z biblioteki, antykwariatu? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich czytanych, ale bardzo, bardzo zadbanych, a nie śmierdzących i zakurzonych. :P

      Usuń
  2. charlottemadness7 września 2017 07:11

    Ten "zapach książek" brzmi intrygująco :> Ciekawe,czy bym go wydobyła jedząc tą tabliczkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa jak byś to odebrała.

      Usuń
  3. Oprócz cytrusów i migdałów nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wyczuwam coś z piwa, w szczególności aromatycznych, mocno nachmielonych gatunków. Nuty mnie zaciekawiły, ale odebrałam ją jako zbyt tłustą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z piwem to mogłabym tu tylko te dymne nuty skojarzyć, ale też tak bardziej jako jakiś odymiony, palony słód.
      W porównaniu do Morina 100 % z Wybrzeża Kości Słoniowej za tłusta właśnie mi się nie wydała. Może jeszcze nie tak mało tłusta jak lubię, ale nie przeszkadzało mi to.

      Usuń
  4. Z setek Morina mam tylko Porcelanę. Teraz trochę żałuję, że nie mam także tej... ten zapach książek mnie intryguje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Porcelana Morina jeszcze sobie leżakuje w szufladzie. ;)
      Może następnym razem, jak będzie możliwość, zamówisz i tę? Naprawdę warto.

      Usuń
  5. Brzmi to nieźle, chętnie spróbuję, bo powoli zaczynam planować jakieś zamówienie w Sekretach. Morina jeszcze nigdy nie miałem okazji próbować, więc jakiś (może ten?) powinien się znaleźć na liście, choć wybór będzie ciężki. Co prawda po setce Zottera ostatnio jakoś mam ochotę na nieco łagodniejsze czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morin akurat, według mnie, jest o wiele lepszy w tych 70% niż w setkach. ;) Na zapoznanie się z marką właśnie którąś z nich polecam, bo lepiej odzwierciedlają morinowski charakter.

      Usuń
  6. Tylko czekolada może w sobie łączyć skojarzenia owocowe z migdałami, maślanką a zarazem z książkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że w przypadku batonów czy ciast chyba się po prostu takich skojarzeń nie da mieć, ale... w sumie maślanka z owocami nie jest czymś aż tak "od czapy"... w dodatku taka pita przy czytaniu książki, mm. :D

      Usuń
  7. Liczba powtórzeń słowa "mandarynka" w środkowej części recenzji wymiata. Aż zaczęłam czuć ich zapach. To bardzo jesienny owoc, który lubię, ale rzadko kupuję, bo - jeśli już najdzie mnie ochota na cytrusy - wybieram pomarańcze.

    Czekoladę bym przytuliła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w miarę często nachodzi na jedne i na drugie.

      Słusznie! Tylko niech by Ci się w ramionach nie rozpłynęła. :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)