czwartek, 18 sierpnia 2016

Original Beans Piura Porcelana 75 % ciemna z Peru

Ponad rok temu, w kwietniu 2015 r., sięgając po czekoladę Amedei Porcelana 70 % nie pomyślałabym, że moja przygoda z czekoladą potoczy się tak, jak potoczyła. Dopiero po ponownym spróbowaniu tej tabliczki w pełni ją doceniłam, miałam także okazję porównać jak to niezwykle cenione rzadkie białe ziarno Porcelana zostało obrobione przez innych producentów (Domori Porcelana 70 %, Manufaktura Czekolady Porcelana 70 %).
Właśnie z tego powodu postanowiłam rozpocząć przygodę z zakupionymi pełnowymiarowymi tabliczkami Original Beans właśnie od porównania ich propozycji na temat Porcelany z powyższymi.
A właśnie... trzy czekolady tej marki (Edel Weiss 40 %, Esmeraldas Milk 42 %, Beni Wild Harvest 66 %) już się u mnie pojawiły dzięki współpracy ze Smakowymi Inspiracjami, jednak... te opisane i pozostałe dwie miniaturki zrobiły na mnie takie wrażenie, że uznałam, że z taką czekoladą chcę spędzić o wiele więcej czasu.

Original Beans Piura Porcelana 75 % to ciemna czekolada o zawartości 75 % niemal białych ziaren Porcelana z peruwiańskiej doliny Piura u podnóża Andów.
Gatunek ten do niedawna uznawany był za wymarły, jednak m.in. dzięki współpracy marki Original Beans z lokalnymi spółdzielniami rolniczymi udało się podjąć intensywne działania na rzecz jego przywrócenia.

Z delikatnej, eleganckiej tekturki wyjęłam tabliczkę w sreberku, które od razu rozerwałam. Zobaczyłam tabliczkę o lekko szarawym odcieniu brązu, niezbyt intensywnym, ale ładnym i żywym.

Od razu rozszedł się nad nią palony zapach o zdecydowanie orzechowym charakterze. Był dość ciepły, podchodzący trochę pod przyprawy korzenne i trudny do wychwycenia miód, co (zwłaszcza przyprawy) skojarzyło mi się z dżemem, albo raczej konfiturą - strzelam bez większego przekonania, że z moreli lub / i śliwek.

Przy łamaniu usłyszałam donośny, satysfakcjonujący trzask, po czym kawałek czekolady już mógł zacząć rozpuszczać się w moich ustach. I robił to w sposób bardzo przyjemny, czyli kremowo-tłustawy, pozostawiając gładką, nieco lepiącą warstwę.

Przywitała mnie lekka cierpkość i jeszcze lżejszy kwasek. Natychmiast zostały w ogromnej mierze zalane przez wysublimowaną słodycz, a cierpkawy smak stał się wyraźnie palony, trochę suchy. Czułam tu korę drzew i delikatną ziemistość, które jednak nie były bardzo zdecydowane. Ich ciepły ton skojarzył mi się w końcu ze szczyptą rozgrzewających przypraw korzennych.

Spod słodyczy jednak od razu rozwijała się też druga nuta, kwaskowata. Właściwie nie był to kwasek, tylko taka mgliście kwaśna nutka o soczystym wyrazie. Przez moment czułam wiśnie (co ciekawe, w przypadku wersji 12-gramowej na wiśniach prawie się kończyło; reszta nut za szybko umykała), które ze swojego lekko cierpko-kwaśnego smaku po paru sekundach zmieniały się w głównie słodkie, kwaskowate maliny. Zaraz potem dołączały do nich morele i... jeszcze coś owocowo-soczystego. Jabłka? Pojawiła się nuta śmietanki (albo wręcz śmietany), a słodycz po raz kolejny się nasiliła. Przez moment pomyślałam o miodzie (ale koniec końców nie odebrałam tej czekolady aż tak miodowo jak Olga, chociaż muszę przyznać, że kolejna nuta w małej wersji była bardzo ulotna), a po chwili już byłam pewna: słodkie i soczyste suszone owoce - to był ten smak. Możliwe, że śliwki, ale na pewno suszone. Wszystkie nuty z tego akapitu kojarzyły mi się z Morinem z Peru. Nawet zawartość kakao obstawiałabym podobną.

Pod koniec znów nasilił się palony smak, jakby suszona nuta go podkreśliła, i wyraźnie wyczuwalne stały się orzechy. Leciutka goryczka ponownie zawitała, a kawałek czekolady zniknął zupełnie.
Nie był to jednak koniec, bo zakończenie trwało długo i nie było bierne. Początkowo gorzko-kwaskowaty posmak skojarzył mi się ze skórki i sokiem limonki, a potem, łagodniejąc, znów przywiódł na myśl orzechy i z nimi mnie już pozostawił.

Zwróćcie uwagę, że te wszystkie nuty cały czas pozostają osnute słodyczą, przez co naprawdę czułam się, jakby miała jakieś 60-65 % kakao, a nie o 10 więcej. Przyjemnie palono-korzenne nuty i ogrom owoców (wiśnie, dużo malin, morele, śliwki) i orzechy nie kojarzyły mi się jednak z żadną wcześniej próbowaną czekoladą z ziaren Porcelana.

Miód pojawił się co prawda także w Amedei Porcelana, ale to za często spotykana nuta, żeby je jakoś scpecjalnie porównywać, maliny z Manufaktury to bardziej "malino-truskawki", nie zaś OB'owe "wiśnio-maliny", a morele występujące w Domori Porcelana to 100 % wyrazistych smakowo owoców w formie dżemu; tutaj to jedynie nuta, w dodatku podchodząca pod jabłka. Tu jednak śmiało można mówić o podobieństwie z Morinem z Peru Chanchamayo 63 %, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Przez to zerknęłam na inne recenzowane czekolady z Peru i w zasadzie miodowo-orzechowe nuty z Domori Apurimac Peru 70 % też tu mogą się trochę kojarzyć.

Jak dla mnie ta czekolada była po prostu nudnawa; bardzo łagodna i nie wyróżniająca się specjalnie, więc ocenę wystawiam porównując jej smak do tych podlinkowanych.


ocena: 8/10
kupiłam: Smakowe Inspiracje
cena: 112 zł / zestaw 4 różnych tabliczek (po 70 g) - zniżka
kaloryczność: 563 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

10 komentarzy:

  1. charlottemadness18 sierpnia 2016 06:26

    Gdyby nuty tej tabliczki były bardziej wyraziste mogłoby być ciekawiej :> Nie mniej jednak chciałabym spróbować jakąś porcelanę,ale raczej nie wystartowałabym z tej propozycji,bo chyba bym bardzo się rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domori Porcelana po prostu zwala z nóg! To jedna z moich zdecydowanie ulubionych czekolad.
      Osobiście cieszę się, że zaczęłam od Amedei, ale obecnie stwierdzam, że porcelany ogólnie są dla mnie nieco za łagodne, ale taka już specyfika ziarna.

      Usuń
  2. Porcelana i nudnawa? No cóż, przynajmniej wiem od czego nie zaczynać mojej ewentualnej przygody z tego typu ziarnem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że to dlatego, że wolę mocne, naprawdę mocne, czekolady.

      Usuń
  3. Coś czuję, że mi by pasowała, lubię takie spokojne stonowane tabliczki (ale te dynamiczne też :). Przyznam, że bardzo zazdroszczę tej Porcelany :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie pomyślałam, że Tobie pewnie do gustu przypadnie. ;)
      Ja już jestem po obu setkach Domori... i... wow, Criollo była delikatna, ale muszę przyznać, że taka delikatność to i mnie potrafi zdobyć zupełnie!

      Usuń
  4. Jasne, już mnie tu biczuj, że nie jest miodowa :P Zjadłabym dużą, by przemyśleć swoją opinię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może i jeeest, ale nie aż tak jak się nastawiłam. :>
      A któż by nie zjadł? Też bym zjadła, z nudów bym nie umarła, ewentualnie z przejedzenia, jakbym tak dwie wszamała.

      Usuń
  5. Dla Ciebie nudna a my laicy byśmy pewnie zupełnie inaczej ją odebrały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno by zrobiła na Was wrażenie. ;P Na mnie także zrobiła, bo to nie jest nudna czekolada, a nudnawa jak na Porcelanę.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)